wtorek, 29 grudnia 2015

One Direction #15



           Nadszedł grudzień, a właściwie 24 grudnia. Całą paczką dostaliśmy zaproszenie na święta do Polski od mamy Alex. Chciała zobaczyć swoją córkę przy okazji poznać bliżej jej znajomych (nie licząc oczywiście mnie). Przyjęliśmy zaproszenie z wielką chęcią, a co najdziwniejsze, ja również. Wydawać by się mogło, że po tym co przeszłam nie chcę tam wracać, ale to już przeszłość i chcę o niej zapomnieć. Harry skutecznie mi to umożliwia. Przy nim zapominam o wszystkim. Ale wracając, o godzinie 7:30 rano mieliśmy samolot do Polski, co wiązało się z tym, że o 5 musieliśmy wstać, a na lotnisku byliśmy już o 6:30. Czyli godzinę przed czasem. O wyznaczonej godzinie wsiedliśmy do maszyny czekając jedynie na odlot. Jednego byłam pewna...Alex będzie panikować, a właściwie, już to robi.


-Alex nie denerwuj się tak. To tylko samolot. -powiedziałam do przyjaciółki rozbawiona. Siedziała za mną, co ułatwiało wszystko.



-Łatwo ci mówić, że to tylko samolot. W każdej chwili możemy się rozbić, albo coś innego. Ja jeszcze nie chcę umierać. -panikowała



-Oj nie przesadzaj. Przecież nic złego się nie stanie, a to, że masz lęk wysokości to na to już nic nie poradzę. Z tego co mi wiadomo to Niall nic nie wspominał, że chce cię wyrzucić przez okno. -zaśmiałam się



-Bardzo śmieszne. -burknęła obrażona



-Fochaj się fochaj. I tak ci to w niczym nie pomoże. -na te słowa Alex pokazała mi środkowy palec, a ja zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać. W tym momencie przyszli Harry z Niall'em którzy byli jeszcze w toalecie.



-Z czego się tak cieszysz siostra? -spytał Niall patrząc to na mnie to na Alex -I o co ona jest fochnięta?



-Hahaha...a no bo...haha o kurwa Ni!! Hahaha ja..haaha no bo po...hahaha powiedziałam jej, że...hahahaha, że ty...ją hahaha no...haha okno... i ty...haha - nie mogłam się przestać śmiać



-Paula!! Skończ się śmiać i powiedz nam z czego tak ryjesz?! -Niall był rozbawiony, a jeszcze nie wiedział o co chodzi. Pewnie samo patrzenie sprawiło, że obaj mieli zamiar wybuchnąć śmiechem.



-Hahaha!!! No bo Alex ma lęk wysokości i zaczęła panikować, że możemy się rozbić czy coś haha no i ja wtedy powiedziałam żeby nie przesadzała i, że z tego co mi wiadomo to nic nie wspominałeś, że chcesz ja wyrzucić przez okno i ona pokazała mi środkowy palec i się fochnęła!! hahaha -w tym momencie już nie wytrzymałam i znowu zaczęłam się śmiać łapiąc się przy tym za brzuch. W moje ślady poszli chłopcy.



-Oj kochanie, jeszcze nic takiego nie planowałem. -powiedział rozbawiony Niall przy tym jeszcze bardziej ją wkurzając, a mnie i Hazzę doprowadzając do jeszcze większego śmiechu.



-Niall!! -warknęła, ale i ona powoli zaczynała się łamać. Widziałam jak z ledwością powstrzymuje śmiech. Wtedy z głośników rozbrzmiał głos jednej stewardessy, która poinformowała nas, że mamy zapiąć pasy, bo startujemy. No to jedziemy z tym koksem!!


                                                      *

           Po jakichś trzech godzinach w końcu wylądowaliśmy na polskiej ziemi. Już na samym początku przypuszczałam, że wszystkie wspomnienia wrócą do mnie ze zdwojoną siłą, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Sama byłam zdziwiona lecz nie narzekałam. 
            Wysiedliśmy z samolotu i poszliśmy odebrać bagaże. Ja, postanowiłam poinformować resztę, że nasz plan pora rozpocząć.

-Wścieknie się. -oznajmił oczywiste rozbawiony Zayn

-No to co! Dziś jego urodziny, więc trzeba go nastraszyć, żeby późniejsza niespodzianka jeszcze bardziej mu się spodobała. -powiedziałam z uśmiechem

-Dobra. No to do roboty. -przytaknęliśmy Perrie. Harry, Niall i Liam poszli odwrócić uwagę Lou. Dziewczyny poszły niby to po "ochronę", której miały wyjaśnić całą sytuację, a ja z Zayn'em poszliśmy zabrać bagaż Lou.
           Kiedy wraz z Zayn'em zabraliśmy jego walizkę, wyciągnęliśmy z niej wszystkie ubrania, gadżety i tego typu rzeczy, a zastąpiliśmy je bronią, którą miałam w swojej walizce. Przewoziłam ją dla Max'a, oczywiście legalnie i za pozwoleniem. Zabraliśmy obie walizki i podeszliśmy do Lou.

-Masz. Odebraliśmy twój bagaż, bo zapomniałeś. -poinformowałam go

-Um.. ok dzięki. -powiedział z lekkim uśmiechem

-No to co, idziemy? -spytał Zayn, na co pokiwaliśmy zgodnie głowami. Wymieniliśmy z brunetem spojrzenia i dyskretnie wysłałam dziewczynom sms'a, że teraz ich kolej. One od razu do nas dołączyły.

-Gdzie byłyście? -spytał Tommo

-W łazience. -odpowiedziały razem. Kiedy mieliśmy przechodzić przez drzwi, na naszej drodze stanęli ochroniarze.

-Pan Louis Tomlinson? -spytał jeden z nich. Był łysy i wysoki do tego muskularny, przez co wyglądał lekko przerażająco

-T..tak. A..ale o co chodzi? -Lou był zdziwiony i wystraszony

-Proszę pana i pana znajomych za nami. -powiedział drugi wyglądający podobnie jak pierwszy z tym, że miał ciemne włosy ostrzyżone na krótko. Popatrzyliśmy się na siebie niby to zdziwieni i poszliśmy za mężczyznami. Kiedy weszliśmy do jednego z pomieszczeń ochrony, łysy zaczął mówić.

-Dostaliśmy informację, że pan, panie Tomlinson przewozi nielegalnie broń palną. -w tym momencie mina Lou była bezcenna

-Co?! A..ale jak to? Przecież to niemożliwe! -zaczął wymachiwać rękami, a ja ledwo powstrzymywałam się od śmiechu

-Proszę pokazać swój bagaż. -poprosił ten drugi, na co Lou kiwną głową. Ochroniarz otworzył walizkę, a naszym oczom ukazała się zawartość bagażu w postaci broni palnej.

-Co?! Skąd to...ale to nie moje! -Tomlinson próbował się bronić

-W takiej oto sytuacji, jesteśmy zmuszeni pana zatrzymać. -ochroniarz o imieniu Paweł, co przeczytałam na plakietce, wyją kajdanki i zakuł w nie przerażonego Louis'a. My wszyscy siedzieliśmy cicho, udając, że nie wiemy o co chodzi. Kiedy ochroniarze otworzyli drzwi, by wyprowadzić bruneta, naszym oczom ukazała się Lottie Tomlinson z tortem w ręce z liczbą 25. Wszyscy jak na komendę wykrzyknęli "Wszystkiego Najlepszego!!!" , ochroniarz uwolnił zdezorientowanego Louis'a i zaczął się śmiać z jego miny.

-Co to kurwa ma znaczyć! -był zły, ja postanowiłam troszkę go ostudzić

-Lou, Lou, Lou... To taki nasz prezent urodzinowy w postaci żartu i Lottie. -pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się -Musieliśmy cię troszkę nastraszyć, żebyś był jeszcze bardziej zaskoczony, a gdybyś mnie słuchał przed wylotem, to wiedziałbyś, że przewożę broń dla Max'a. -jego mina złagodniała i się uśmiechną

-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo byłem bliski zawału. -oznajmił -Boże Lottie i skąd ty się tutaj wzięłaś? Przecież nie widzieliśmy się dobrych parę miesięcy!

-To wszystko ich zasługa. Gdyby nie oni, pewnie by mnie tu nie było. No i ten pomysł był mój. -powiedziała lekko zarumieniona -Wszystkiego najlepszego braciszku? -uśmiechnęła się niezręcznie, a Lou zaśmiał się i mocną ją do siebie przytulił

-Możecie być pewni, że się wam za to odwdzięczę. -powiedział rozbawiony, ale wiedzieliśmy, że lepiej wziąć jego słowa na poważnie. 
            Potem podziękowaliśmy ochroniarzom i pożegnaliśmy się z nimi, by w następnej kolejności jechać wynajęta limuzyną do domu Alex. Czułam, że ten dzień zmieni wszystko w moim życiu, no i o ironio, wcale sie nie pomyliłam...

**********************************************************

           Postanowiłam, że dodam jeszcze jeden rozdział w starym roku. Wiem, że jest bardzo krótki ale musiałam go zakończyć na tym etapie. Po za tym mam nadzieję, że rozdział się podobał, bo jeśli chodzi o mnie, to nie jestem co do niego przekonana. Ale nie będę zanudzać. Czekajcie na #16 !! Pojawi się już w 2016 !!!

4 komentarze:

  1. Hahhaha mega rozdział :)) Ja chce kolejny! Skąd ty bierzesz takie pomysły? Ja na taki bym w życiu nie wpadła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha cieszę się, że rozdział ci się podobał :P Kolejny już będzie po Nowym Roku, cierpliwości :* A te pomysły to przychodzą pod wpływem chwili xD

      Usuń
  2. Świetny <3 Uwielbiam jak piszesz :d

    OdpowiedzUsuń