niedziela, 13 grudnia 2015

One Direction #12


Paula POV: 


-Tu jesteś. -wyszeptałam. Znalazłam go na moście Tower Bridge. Stał oparty o barierkę i patrzył w wodę. -Wszyscy się o ciebie martwią. Wróć do domu. -nie zamierzał się chyba odzywać więc ciągnęłam dalej- Harry. Wiem czego się dowiedziałeś i wiem też o co jesteś zły, ale to nie jest powód do tego żebyś tak traktował Taylor. Może i jej nie lubię, ale nawet ona na takie coś nie zasłużyła. -podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu, którą od razu strącił. Westchnęłam tylko i oparła się o barierkę. 

      Po jakiejś godzinie takiego stania w milczeniu, Harry się do mnie odwrócił. Widziałam jak chce coś powiedzieć, ale rezygnuje.


-No wyrzuć to z siebie. -poprosiłam. Nabrał powietrza w płuca i kiedy już myślałam, że wybuchnie, on spuścił głowę i wyszeptał.



-Dlaczego? -wiedziałam o co pyta. Kiedy podniósł głowę z jego oczu płynęły łzy.



-Harry... Miałeś się nigdy nie dowiedzieć. Ja miałam cię chronić. -teraz to ja spuściłam głowę



-Chronić przed czym?! -podniósł głos



-Hazz...Nie zrozumiesz.



-Może jednak mi się uda. -złapał mnie za podbródek i uniósł mi głowę tak żebym patrzyła mu w oczy -Proszę, powiedz mi.



-Miałam cię chronić przed...sobą i całym złem na tym świecie. Nawet nie miałam prawa marzyć o tym, że kiedykolwiek my moglibyśmy... -odwróciłam się do niego plecami -Mam za dużo wrogów. Na każdym kroku może znaleźć się ktoś, kto będzie cię chciał skrzywdzić, a ja na to nie mogę pozwolić. Dlatego po prostu pogódź się z Taylor, a o mnie zapomnij. Tak będzie dla wszystkich najlepiej.



-Czy ty wiesz co mówisz? -w jego głosie wyraźnie słychać było żal i smutek



-Wiem Harry. Właśnie chodzi o to, że wiem co mówię. -podszedł do mnie od tyłu i mnie przytulił



-Powiedz mi. Tylko szczerze. Czy...czy ty nadal mnie...kochasz? -zamarłam. Z moich oczu chciały się wydostać łzy, ale siłą je powstrzymałam. Chciałam mu powiedzieć: "Tak Harry, kocham cię jak nikogo innego na tym świecie."  Ale z moich ust wypłynęło tylko:



-Nie. Już nie. -błagałam tylko aby mój głos się nie załamał. Styles odwrócił mnie w swoją stronę i dwiema dłońmi złapał za moje policzki. Jego oczy były tak zmatowiałe od łez i uczuć kotłujących się w jego sercu, że nie mogłam na to patrzeć, więc zamknęłam oczy.



-Nie wierzę ci. -usłyszałam -Jeśli to prawda, to popatrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz. -otworzyłam oczy, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa -No powiedz mi! Błagam...



-Ja...-nie potrafiłam. Nie potrafiłam powiedzieć mu tego prosto w oczy. -Wracajmy już do domu. Zimno jest. Zachorujesz. -dopiero teraz chyba spostrzegł, że drży z zimna, gdyż był w samej podkoszulce. Mnie też było zimno, ale wolałabym zamarznąć, niż patrzeć, jak z mojego powodu on cierpi. 



           Do domu wróciliśmy grubo po 4 nad ranem. Wszyscy nadal siedzieli w salonie w ciszy. Kiedy ujrzeli Harry'ego i mnie, z uśmiechami na ustach podnieśli się z kanapy, ale jak tylko spostrzegli zapłakaną twarz Styles'a i mój pusty wzrok, spochmurnieli. Nic się nie odzywając, ruszyłam do swojego pokoju. Za mną ruszył Harry. Pewnie też nie miał ochoty na rozmowę. Kiedy już miałam zamykać drzwi od swojego pokoju, usłyszałam jego głos.



-Nie ważne, co powiesz. Ja i tak wiem, że mnie kochasz tak bardzo jak ja kocham ciebie i nic mnie nie powstrzyma, nawet twoje słowa. Możesz mówić, co zechcesz, ale twoje dla innych puste oczy, dla mnie są zwierciadłem twoich uczuć. Będę walczył o ciebie nawet do utraty tchu i nie obchodzi mnie to czy ci się to będzie podobać czy nie. Za bardzo cię kocham, żebym miał z ciebie kolejny raz zrezygnować. -nic nie odpowiedziałam. Zatrzasnęłam drzwi i zamknęłam je na klucz. Następnie z rykiem (bo inaczej nie można nazwać tego co z siebie wydałam) rzuciłam się na łóżko. Płakałam do momentu, kiedy nie miałam już siły i zasnęłam.



           Następnego dnia obudziłam się coś koło południa. Od razu wszystko powróciło do mnie ze zdwojoną siłą. To co czułam było nie do opisania. Ten smutek, ta wiedza, że nie mogę mieć Harry'ego sprawiała, że moje serce rozpadało się na miliony kawałków. Czułam jak niewyobrażalny ból przeszywa moją klatkę piersiową. Tak jakby niewidzialny nóż przeszywał mnie na wylot. Chciałam się z tego uwolnić, ale nie mogłam. Leżałam na łóżka, tracąc oddech. Już nie płakałam. Wczoraj wszystkie łzy zostały wylane. Teraz została pustka i ból, ból który sprawiał, że nie mogłam swobodnie oddychać, a każdy wdech powodował, że czułam się jakby ktoś siłą próbował wyrwać mi serce wraz z duszą. Przed oczami pojawiła mi się uśmiechnięta twarz Hazzy, która z każdą minutą przybierała smutny wyraz, a z oczy zaczynają się sączyć łzy. Tak wyglądał wczoraj Harry i to sprawiało mi najwięcej bólu. Poradziłabym sobie ze wszystkim, z tym, że nie mogę go mieć, że nie możemy nigdy być razem, ale nie potrafię sobie poradzić z tym, że on cierpi przeze mnie. Niewidzialny sztylet który tkwił w moim sercu, poruszył się dodając mi cierpienia. Skuliłam się na łóżku i ostatkami sił starałam się nie krzyczeć.Nie chciałam, żeby słyszeli jak cierpię. Nie chciałam, żeby się o mnie martwili. Nie chciałam, żeby ON się mną przejmował. Sam pewnie cierpi, albo stara się zacząć żyć od nowa. Wiem, że kilka godzin, to mało, ale może jemu się udało? Może zrozumiał, że tu nie ma o co walczyć? Może zrozumiał....Kogo ja próbuję oszukać? Chyba tylko siebie. Czuję, jak ON cierpi razem ze mną. Czuję jego ból. Coś sprawiło, że słyszę jego rozpadające się serce. Słyszę jak jego zraniona dusza woła o pomoc. A...a może to moje serce i moja dusza? Sama już nie wiem. Pogubiłam się. Może tak naprawdę...

           Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Paula. Otwórz. Proszę. -głos Alex. Przez ten czas strasznie za nią tęskniłam, a teraz kiedy przyjechała ja nawet nie spędziłam z nią czasu. No z wyjątkiem wyjścia do klubu, który wiecie jak się skończył.

-Alex, ja potrzebuję chwili samotności. Zostaw mnie. -poprosiłam

-Wpuść mnie. Jestem twoją przyjaciółką. Przecież wiesz, że zawsze ci pomogę. -westchnęłam. Miała rację. Ledwo zwlekłam się z łóżka i podreptałam do drzwi żeby je otworzyć. 

-Wejdź. -kiedy zamknęły się za nią drzwi usłyszałam jak wstrzymuje oddech

-Boże...Co się wczoraj stało. Wyglądasz jakby cię walec przejechał.

-I tak się czuję. -usiadłam na łóżku, a Alex podeszła do okna i rozsunęła zasłony. Na dworze świeciło słońce, a wraz z otwarciem okna do pomieszczenia wleciało świeże powietrze. Ta pogoda tak bardzo gryzła się z tym jak się czułam, że wydawało mi się to absurdalnie śmieszne.

-Opowiedz mi od samego początku, co się stało. Nikt nic nie wie, a wszyscy się o was martwią. Ty siedzisz w pokoju i nie dajesz znaku życia, a Harry'ego już od rana nie ma. Nie wiem czy w ogóle spał. Zmył się, zanim ktokolwiek zareagował. Zostawił tylko kartkę, że wróci wieczorem albo rano i żeby się o niego nie martwić. -nie chciałam o NIM słyszeć. Za bardzo bolało.

-A co tu dużo mówić. Kiedy go znalazłam był smutny. Wytłumaczyłam mu wszystko. Ale sama wiesz, że nie mogę być z nim. Już i tak samo to, że jesteśmy...znajomymi, sprawia, że muszę się naprawdę sprężać żeby mu nic nikt nie zrobił. To samo tyczy się was wszystkich. A co dopiero jakby się dowiedzieli, że jesteśmy razem. Stałby się ich pierwszym celem. A na to pozwolić nie mogę.

-Wiem. Chyba jako jedyna z Niall'em wiem o tobie wszystko. Nie przyjął tego dobrze, prawda? -kiwnęłam głową na potwierdzenie

-Zraniłam go. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale tak będzie lepiej dla wszystkich.

-Eh...Dobra musimy cię doprowadzić do porządku. Idź się wykąpać, a ja ci tu ogarnę i przyszykuję ubranie. 

-OK. -poszłam za jej radą i już po chwili gorąca woda zmywała ze mnie wspomnienia z ostatniej nocy. Jednak wiedziałam, że to wszystko tylko na pokaz. Alex wie jak i co zrobić, żeby nikt się nie martwił. Ona jest nie zastąpiona. Rozumie mnie bez słów i mam wrażenie, że czasami czyta mi w myślach. 
          Gotowa zeszłam na dół. W salonie siedzieli wszyscy, a co bardzo mnie zaskoczyło, nawet Taylor.

-Jak się czujesz? -spytał Niall podchodząc do mnie

-Bywało gorzej. -widziałam, że mi nie wieży, ale odpuścił

-Jesteś głodna? -spytał Liam

-Nie, dzięki. Alex, chodź ze mną musimy pogadać. -blondynka kiwnęła głową i wyszła ze mną do ogrodu

-Co jest?

-Co Taylor tu jeszcze robi? -spytałam, ale powoli chyba domyślałam się dlaczego nie wyjechała

-Mówiła, że Harry z nią wczoraj rozmawiał i poprosił, żeby dała mu drugą szansę. -sztylet, który tkwił w moim sercu właśnie mnie zabił...

4 komentarze:

  1. Hej to ja Ally Styles tylko po prostu z innego konta xd
    Już wcześniej czytałam twojego blo, a teraz jeszcze raz zajrzałam a tu nagle nowy rozdzialik.... A więc przechodzę do "krytykowania" :


    .... Świetnie piszesz, nie wiem jak innym, ale mi bardzo się podoba twój styl pisania i o mój boże shippuje Paule i Harrego... Parry? Kurde nie wiem ale i tak chce zeby oni byli razem ! Ugh wiem ze będą xd Mam nadzieje taką... Czekam na nexta i podziwiam ze tak szybko dodajesz tak dlugie a ja krociotkie gowno bylejakiej jakości dodaje co miesiąc xd
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jednak postanowiłaś przeczytać i skomentować moje wypociny :D Szczerze powiem, że ten rozdział napisałam dziś od początku do końca i nie byłam pewna jak mi to wyjdzie XP A co do tego czy będą razem czy nie? Nie powiem :P xD

      Usuń
  2. O matko?
    Nie rozumiem Pauliny...Jak mogła go odrzucić!
    Nie rozumiem Harrego...Tutaj mówi ,że będzie o nią walczył a za moment piszesz ,że dał Taylor drugą szansę. Myślę ,że powinnaś sprecyzować to co zrobił Harry... Może wyjaśni się to w kolejnym rozdziale nie wiem... Może był tak zdesperowany odrzuceniem ,że po prostu wolał wrócić do Tay... Mam nadzieję ,że to się wyjaśni.
    Świetny rozdział .

    OdpowiedzUsuń