sobota, 5 grudnia 2015

One Direction #10



               W klubie byłyśmy już od dobrych kilku godzin. Co łączy się z tym, że szumiało nam już w głowach. Nie powiem żebym narzekała. Tego mi właśnie było trzeba.
           Wraz z Alex tańczyłyśmy na parkiecie, kiedy przyłączył się do nas jakiś chłopak. Wysoki brunet ubrany w czarne jeansy i czarny podkoszulek. Muszę przyznać, że był przystojny. W pewnym momencie pochylił się nade mną i szepnął mi do ucha.


-Pójdziesz ze mną na górę? -przeszedł mnie dziwny dreszcz po plecach. W momencie kiedy miałam odmówić, zauważyłam jak do klubu wchodzi Styles i ta suka.



-Jasne. Czemu nie. -powiedziałam Oli, co planuję. Widząc jej wzrok wytłumaczyłam, że mimo wszystko muszę zapomnieć. Pokiwała tylko głową i poszła do baru po kolejnego drinka. Ja za to podążyłam, za mężczyzną. Po drodze minęliśmy Styles'a, który widząc mnie z jakimś obcym kolesiem, nie miał ciekawej miny, ale wystarczyło jedno moje wymowne spojrzenie aby odwrócił wzrok.

             Kiedy znaleźliśmy się w jednym z pokoi urządzonych w ciemnych barwach, brunet zaczął mnie zachłannie całować i jeździć dłońmi po moim ciele. Przyparł mnie do ściany i podniósł za pośladki dzięki czemu mogłam opleść go nogami w pasie. Następnie przeniósł mnie na łóżko gdzie ściągnął ze mnie bluzkę, to samo robiąc ze swoją. Zaczął całować moją szyję i dekolt. Czułam jak rękami szuka zapięcia od stanika. W tym momencie coś kazało mi to zatrzymać. Ja nie potrafiłam, mimo wszystko, nie potrafiłam zrobić z siebie dziwki, którą i tak już jestem nie z własnej woli.


-Przestań. -powiedziałam



-Oj daj spokój, będzie ci dobrze. -naparł na mnie jeszcze mocniej



-Powiedziałam, żebyś przestał! -warknęłam odpychając go od siebie. Szybko wstałam z łóżka i ubrałam koszulkę, a następnie wybiegłam z pomieszczenia. Co ja sobie kurwa myślałam!!! Czuję się jak szmata... To nie tak miało być do cholery!!! Kiedy byłam już blisko wyjścia, wpadłam na kogoś. Tym kimś niestety okazał się sam Harry Styles. 



-Co się stało? Dlaczego płaczesz? -złapał mnie za ramiona i lekko mną potrząsną



-Odwal się. To nie twój interes. Z resztą zajmij się swoją dziewczyną, a mnie daj spokój. -odepchnęłam go od siebie i wybiegłam z klubu, od razu kierując się do pobliskiego parku. Nim się obejrzałam siedziałam skulona na ławce płacząc i przeklinając się w myślach. W pewnym momencie poczułam na ramionach ciepły materiał.



-Przeziębisz się. -usłyszałam Hazzę. Nawet nie poczułam, że jest mi zimno. Loczek widząc jak zaczynam się trząść i ponownie zaczynam płakać, przytulił mnie mocno do siebie.



-Czego chcesz? -spytałam pociągając nosem



-Dlaczego wybiegłaś z płaczem? Czy ten facet coś ci zrobił? -widziałam jak zaciska ręce w pięści



-Nie Harry. Nic mi nie zrobił. Sama to przerwałam. 



-Ale dlaczego to zrobiłaś?? 



-A czy to ważne? 



-Dla mnie bardzo.



-Nie powinno cię to interesować. Lepiej się zajmij Taylor, to ona jest twoją dziewczyną nie ja. -usiadłam prosto jednocześnie się od niego odklejając



-Ale ty jesteś moją przyjaciółką. Też się o ciebie martwię. -"Przyjaciółką"...zabolało



-Wcale cię o to nie prosiłam, a teraz jeśli łaska to zostaw mnie w spokoju. -wstałam, oddałam mu kurtkę i ruszyłam w stronę domu. Wysłałam jeszcze wiadomość do Alex, w której ją poinformowałam co zamierzam. W tamtym momencie miałam ochotę umrzeć....



                 Następnego dnia byłam w tak podłym nastroju, że gdyby nie to błagające spojrzenie Niall'a, pewnie przeleżałabym cały dzień. 



-Inka, idziesz z nami do miasta? -spytał mój kochany blondasek



-Nie mam nastroju ani ochoty. -burknęłam pod nosem



-No weź, będzie fajnieeeee!! -jęczał 



-Hmm... Ok, ale pod warunkiem, że Harry i Taylor z nami nie idą. -miałam gdzieś, że osoby które właśnie wymieniłam stały za Niall'em



-Ej. Czemu? Co się stało, że nie chcesz, żeby szli?



-Mam... -zaczęłam ale Alex mi przerwała



-Paulina daj już spokój. Wiem, że jej nie trawisz, ale nie możesz tak postąpić. -jak zwykle Ola przełączyła się na polski



-Tu wcale nie chodzi o tą zdzirę. -warknęłam



-Tylko? -zignorowałam jej pytanie i zwróciłam się do Horana



-Mam..swoje powody. -nie to chciałam powiedzieć, ale no nie mogłam...



-Przestań... -w tym momencie do pokoju weszła mama



-Paula. Dzwonili z komisariatu. Pilnie cię potrzebują. -kiwnęłam głową, że rozumiem



-Więc jednak i tak z wami nie pójdę.



-To ty psem jesteś?! -krzyknął Lou



-Taa..nie mówiłam? -pokiwali przecząco głowami -To mówię teraz. Nie wiem kiedy wrócę. Na razie. -zabrałam tylko kluczyki od swojego motocykla i już mnie nie było.

              Przed komisariatem znalazłam się nie całe 5 minut później.


-Co jest tak ważne, że musiałam przyjeżdżać? -spytałam Aron'a



-Zwinęliśmy w końcu tego chłopaka, który handlował prochami. 



-I co ja mam do tego?



-Nie chce nic mówić. Tylko ty jesteś w stanie coś z niego wyciągnąć. -westchnęłam i ruszyłam do jednego z pomieszczeń. Bez ceregieli tam wparowałam. 



-Albo zaczniesz gadać, albo będziesz miał ze mną do czynienia. -syknęłam



-Kim ty niby jesteś, że mam się ciebie bać? -zakpił



-Twoim koszmarem. -jako, że siedział do mnie tyłem nie widział mnie. Ja za to powoli obeszłam stolik dookoła i stanęłam przed nim.



-Co taka dziewczynka może mi zrobić? -zaśmiałam się



-Ty chyba nie wiesz z kim masz do czynienia. -syknęłam przebiegle



-To mnie oświeć.- jego kpiący ton sprawiał, że miałam ochotę mu przyłożyć



-Mówi ci coś słowo, Przeklęta? -widząc jego przerażone oczy zaśmiałam się szyderczo -A teraz zaczniesz wszystko śpiewać, prawda?



-T.. tak. -szepnął



-Skąd brałeś to gówno? -oparłam się dłońmi o blat stołu tym samym górując nad przesłuchiwanym



-Od szefa.



-Imię i nazwisko oraz miejsce pobytu. 



-N..nie mogę. -spuścił głowę



-Możesz.



-On mnie zabije. -kiedy spojrzał mi w oczy zobaczyłam w nich paniczny lęk



-Nie zabije, bo ja zrobię to pierwsza. -wahał się, ale już po chwili słowa wypłynęły z jego ust. Musiałam się dowiedzieć kim jest ten sukinsyn.



-Niklaus Mikealson. Teraz powinien być w Dublinie. -uśmiechnęłam się triumfalnie



-Dobrze się z tobą pracuje. -powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia



-Masz coś? -przede mną jak z pod ziemi wyrósł Aron



-Niklaus Mikealson. Prawdopodobnie przebywa w Dublinie. Sprawdźcie go w bazie. Jak coś znajdziecie, dajcie mi znać. 



-Przecież wiesz, że ty dowiesz się jako pierwsza.



-Oj nie podlizuj się Aron. -uśmiechnęłam się do niego i poszłam w stronę swojego gabinetu. Tam zajęłam się papierkową robotą. Zanim do moich drzwi ktoś zapukał minęły dobre 3 godziny.



-Wejść. -w wejściu pojawił się Aron



-Mamy go. -i to mi wystarczyło



-Jedziemy, zbieraj ekipę, ja zadzwonię po Max'a. -kiwnął głową i zniknął za drzwiami. Ja wyjęłam telefon i wybrałam numer Max'a. Po trzech sygnałach odebrał.



~Co jest piękna? -chłopak zaśmiał się na swoje słowa



~Daruj sobie te komplementy. Mam do ciebie sprawę.



~No to wal.



~Pamiętasz jak ostatnio mówiłam ci o tym handlarzu prochów, prawda?



~No pamiętam.



~Złapaliśmy go. Wyśpiewał mi, kim jest jego szef. Właśnie dostałam informacje, że namierzyli jego miejsce pobytu. Nijaki Klaus Mikealson przebywa w Dublinie. Musimy go pojmać. A ty masz nam w tym pomóc. -zakończyłam



~Eh.. Ok. Pomożemy, ale pod warunkiem, że psy się nie wtrącają. Będą w pobliżu, żeby ich zamknąć, ale to my go zaatakujemy.



~Mam rozumieć, że ja jestem wam potrzebna?



~Właśnie. Wejdziesz z nami. W końcu to ty jesteś najlepsza. 



~Nie, nie najlepsza, tylko Przeklęta.



~A daj spokój. Ale wracając, my jesteśmy nie daleko stolicy. Spotkamy się na miejscu, wyślij nam tylko namiary na tego gościa.



~Spoko, zaraz się tym zajmę. Do zobaczenia.



~Narka.



-Aaaarooon!!! -ryknęłam



-Czego drzesz japę?! -odkrzyknął



-Zważaj na słowa pustaku! -odgryzłam się. W odpowiedzi usłyszałam tylko jego śmiech.



-To co chcesz, że się tak drzesz? 



-Wyślij Max'owi namiary na Mikealskona. Mamy się spotkać z nim na miejscu. Wszystko przygotujcie i jedziemy. Ja muszę wykonać jeszcze jeden telefon.


-Tak szef. -odpowiedział, ja zadzwoniłam do Niall'a

~Co jest siostra?

~Przekaż mamie, że nie wiem o której wrócę. Muszę złapać szefa handlarzy narkotyków. Jadę do Dublina. Powiedz po prostu, żeby się nie martwiła.

~Przekażę, ale...uważaj na siebie i wróć w jednym kawałku, proszę. -jego błagalna nuta zakuła mnie w serce

~Niczego nie obiecuję braciszku. -po tych słowach się rozłączyłam. No to czas na zabawę.


Alex POV:

-Co się stało? -spytałam przejęta

-Paula jedzie do Dublina. Wspomniała coś o jakimś szefie handlarzy narkotyków  i, że muszą go złapać. -wściekłam się

-Czy ona do cholery nie ma mózgu?! -warknęłam

-Daj spokój. Poradzi sobie. -uspakajał mnie Lou

-Nie, nie uspokoję się. Jak nie gangi, to policja. Czy ona serio aż tak musi się narażać?! 

-Może ma powód? -wypalił Liam. Niestety nie wiedział jak bardzo ma rację.

-Tego nie wiem.  Mimo wszystko musi przystopować. I jak na złość co do tego mam złe przeczucia. 

-To nie kieruj się przeczuciami. -wypaliła Taylor

-Zamilcz!!! -ryknęłam na nią aż ta się cofnęła

-Alex, kochanie wyluzuj. Też się o nią martwię, ale nic na to nie poradzimy. Jest już dorosła i sama wie co robić. -mój kochany blondasek. Gdyby nie on, to pewnie wpadłabym w paranoję.

-I tak się martwię. -szepnęłam

-Jak my wszyscy. -powiedział za wszystkich Zayn.


2 komentarze:

  1. Hej,
    Chciałabym zostawić opinię na temat twojego bloga ,więc cóż... tak zrobię.
    Zacznę od tego ,że bardzo podoba mi się fabuła i to że występują polskie imiona. (W każdym opowiadaniu są te angielskie więc to miła odmiana, mimo że u ciebie nie występuje to cały czas)
    Chciałabym też pochwalić Cię za to ,że wybrałaś bardzo czytelną czcionkę oraz masz ładny szablon bloga. Jednak muszę się przyczepić do jednej rzeczy. Nie podoba mi się ta duża przerwa między dialogami i to ,że jak zaczęłaś "Alex PoV" było tak krótko. Skoro już nią zaczęłaś powinnaś troszkę bardziej to rozwinąć ,a nie kończyć tak szybko - jednak to już twoja indywidualna sprawa...
    Chciałabym też zaprosić Cię do siebie :)
    Z racji tego ,że masz zakładkę SPAM tam zostawię informacje o moim blogu , jednak miłoby było gdybyś zajrzała.
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że jednak ktoś, a w tym wypadku ty, wyrazić swoją opinię :D Mam nadzieję, że częściej będziesz odwiedzać tego bloga i komentować. To jednak daje większą motywację do pisania xD

      Usuń