środa, 11 listopada 2015

One Direction #8



Alex POV:

                  Minął rok od zniknięcia Pauli. Wszyscy stali się wrakami samych siebie, przez co chłopaki zrobili sobie przerwę w działalności. Trwa ona już rok i jak na razie nie zapowiada się żeby się skończyła. Oczywiście One Direction obiecali, że wrócą i to zrobią, ale jeszcze nie teraz. Wszyscy się o nią martwimy, bo jakby nie patrzeć była naszą przyjaciółką. Mam jednak wrażenie, że Harry przeżywa to najbardziej. Siedzi ciągle w swoim pokoju. Nie chce nic jeść ani pić. Na siłę wpychamy w niego jedzenie. Nie mamy zamiaru żeby nam się przekręcił. Po zniknięciu Pauli przyznał nam się, że ją kocha. Nie powiedziałam mu jednak, że ona również go kocha, bo było by z nim jeszcze gorzej. Wszyscy jesteśmy tym przybici. Staraliśmy się jej odszukać, ale bez skutku. 


              Siedzieliśmy właśnie wszyscy w salonie, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.



-Pójdę otworzyć. -oznajmiłam i wstałam z kanapy. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam, ale to co, a raczej kogo tam ujrzałam sprawiło, że ogarnęła mnie złość. -Czego tu szukasz?! -warknęłam



-Musimy pogadać. -powiedział poważnie i spuścił głowę



-Nie ma o czym. -miałam zamykać drzwi, ale on je przytrzymał



-A chcesz się dowiedzieć, gdzie jest Paula? -nic nie rozumiałam



-Co? -spytałam głupio



-Wiem gdzie prawdopodobnie jest. -kiwnęłam głową i go wpuściłam. Akurat do salonu wszedł Harry.



-A ten to kto? -zapytał



-Eh...Tylko spokojnie ok? -kiwnęli głowami - To jest Max Shinoda.



-Co on tu kurwa robi?! -warknął Niall



-Prawdopodobnie wie gdzie jest Paula. -powiedziałam, a oni zamilkli jak zaklęci



-Wiesz? -upewnił się Liam na co Shinoda kiwnął głową



-Więc mów. -ponaglił Zayn



-Rok temu, wtedy kiedy wyszła ze szpitala, dostała wiadomość od swojej matki.



-Co w niej było? -przerwałam mu



-Nie przerywaj. Było tam napisane, że jej "ojciec" -tu zrobił palcami cudzysłów -dowiedział się, że matka jej powiedziała prawdę i, że on ją zabije.



-Ją czyli kogo? -spytał Styles



-Jej matkę. Przestraszyła się i zadzwoniła po mnie, abym ją odebrał z lotniska, bo nie było lotu do Polski i ją zawiózł do kraju. Wiem, że wyrządziłem jej krzywdę, ale wiedziała, że na mnie zawsze może liczyć. Pomogłem jej. Chciałem iść z nią, ale się uparła, że sobie poradzi. Odjechałem. Kilka dni temu dowiedziałem się, że nie wróciła. Śmiem twierdzić, że ten skurwiel ją przetrzymuje. -ugięły się pode mną nogi i gdyby nie Horan miałabym bliskie spotkanie z podłogą



-C..co? -spytałam słabo



-Kazałem sprawdzić czy jej matka się gdzieś pojawia czy też nie wychodzi z domu. Widzianą ją w różnych miejscach, przez co jestem prawie pewien, że to wszystko była pułapka.



-Kurwa. -warknęłam



-Jeśli ten sukinsyn ją krzywdzi, to go zabiję! -ryknął Harry



-Hazz uspokój się. -podeszłam do niego i go przytuliłam



-Jak mam być spokojny wiedząc, że może już nie żyć, albo ledwo żyć? -spytał z rozpaczą i wtulił się w moje ramię. Po chwili poczułam jak zaczął się trząść, co świadczyło o tym, że płacze.



-Spokojnie Harry. Będzie dobrze, zobaczysz. -powiedziałam, ale sama miałam ochotę się skulić i popłakać



-Posłuchajcie. Zrobię wszystko, żeby ją uwolnić. -oświadczył Max



-Nie Max. To nie jest ktoś z kim można walczyć. -powiedziałam



-Co? Kim niby on jest?



-To, że ty masz swoją mafię, nie oznacza, że nikt inny jej nie ma. Otóż na czele stoi mafia, której szefem jest Skaza, prawda?



-Czyli, że niby...



-Tak. Skaza, to właśnie on. Z nim nie da się walczyć. -puściłam Hazze i zaczęłam drążyć dziurę w podłodze. Próbowałam wymyślić sposób na to, żeby ją uratować.



-Kurwa! Kurwa! Kurwa!!! I co teraz? -spytał Niall, a mnie do głowy wpadł pewien pomysł



-Posłuchajcie. Mam znajomego, który jest mi winny przysługę. On również ma własną mafię. Jeśliby tak twoja mafia Max i mafia Adama połączyła siły, Skaze idzie pokonać.



-To nie jest głupi pomysł. Kim jest ten Adam?



-Adam Gontier.



-To wokalista Three Days Grace. Prawda? -spytał Zayn



-Prawda, ale to tylko przykrywka, żeby nikt go nie podejrzewał. Zadzwonię do niego. 



~Halo? -usłyszałam jego zachrypnięty głos



~Mam interes do ciebie.



~Wal.



~ Paula prawdopodobnie jest przetrzymywana już od roku przez Skazę, musimy ją odzyskać, ale sami sobie nie poradzimy. Kojarzysz Max'a Shinodę?



~Taa, pewnie. Bo co?



~Jeśli razem zaatakowalibyście Skazę, przegra, a nam uda się uratować Paulę.



~Kurna. Nie wiem. Przecież to potwór.



~Adam, wisisz mi przysługę. Nie ma na co liczyć. Ona może być na skraju wyczerpania.



~Dobra. Pomogę ci. Czekaj chwilę.



-I co zgodził się? -spytał Max



-Zgodził. Musi się udać.



~Jestem. Chester Bannington też pomoże.



~To świetnie. Przyjedzcie na Street Avenue 240/6 (wymyślone przeze mnie dop. aut.)



~Będziemy do pół godziny. -po tych słowach się rozłączył.



-Adam i Chester-kolejny szef gangu, będą tu za pół godziny. 



-Czyli będą 3 mafie na samego Skazę, tak? -spytał Liam



-Dokładnie. Nie ma szans żeby się nie udało.



-Mam nadzieję. -wyszeptał Harry.


           Kiedy Adam i Chester przyjechali, omówiliśmy szczegóły. Zaplanowaliśmy dokładnie każdy krok. Nie było tu miejsca na pomyłki. Wszystko musiało pójść sprawnie i szybko. Paula musi wrócić.

-Do jutra wszystko zostanie przygotowane. A o północy atakujemy. -oznajmił Gontier.

         
Następnego dnia wszyscy chodziliśmy jak w zegarku. Do Polski polecieliśmy prywatnym samolotem chłopaków, dzięki czemu byliśmy tam ekspresowo. Już wcześniej zostało ustalone, że najpierw Max, Adam i Chester atakują, a kiedy wszystko ucichnie idziemy po Paulinę. 

11:50 pm
Za nie całe 10 minut rozpocznie się piekło. Wszyscy są na swoich pozycjach. Ja z chłopakami czekamy w samochodzie na rogu ulicy. Mamy się jak na razie trzymać jak najdalej od domu Skazy.

Kiedy wybiła 12 pm usłyszeliśmy pierwsze strzały. Przez krótkofalówki usłyszeliśmy głos Max'a.

~Jak dam wam znać, wzywacie gliny, karetkę i idziecie po Paule. Jasne?

~Wszystko. -odpowiedziałam. Pozostało nam tylko czekać.

Coś koło 1:00 am dostaliśmy sygnał od Shinody. Liam i Zayn zadzwonili po psy i karetkę, a ja Niall, Harry i Louis pobiegliśmy po blondynkę.

Dobrze znałam ten dom. Bywałam tu bardzo często ale teraz, kiedy do niego weszłam, poczułam obrzydzenie.

-Pewnie jest w piwnicy. -zasugerował Lou

-Gdzie ona jest? -spytał Niall. Ja tylko ruszyłam w danym kierunku bez żadnej odpowiedzi. W pewnym momencie przed sobą zobaczyłam trzech pachołków Skazy. Trudno w to uwierzyć, ale to byli moi rówieśnicy. 

-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Nasza słodka Alex postanowiła nas odwiedzić. Może się tak zabawimy, co złotko? -farbowany blondyn o włosach sięgających do ramion podszedł bliżej mnie i oblizał usta. Ohyda.

-Wybacz matole, ale mi się spieszy. -warknęłam i mu przyłożyłam

-Suka! Brać ją!! -chłopaki stanęli w mojej obronie

-Harry idź po Paule. My ich zatrzymamy. -rozkazałam. Styles bez zastanowienia mnie posłuchał.

Harry's POV:

Kiedy Alex kazała mi iść po Paule, od razu wykonałem jej polecenie. Nie dlatego, że ona mi kazała, ale dlatego, że miałem szansę odzyskać mojego kochanego anioła. Śmieszne co? Osoba która była uzależniona od narkotyków i miała powiązania z mafią została nazwana przeze mnie Aniołem. Jest nim. Jest moim Aniołem i nawet jeśli bym musiał oddałbym za nią życie. 

Zostawiłem Niall'a, Lou i Alex, wiedziałem, że sobie poradzą. Ruszyłem na koniec korytarza, gdzie widziałem ciemne drzwi. W momencie w którym stanąłem przed nimi, ogarną mnie strach. A co jeśli ona nie żyje? Nie wybaczyłbym sobie tego. Ale co jeśli żyje? Czy będzie w stanie wybaczyć nam, że jej wcześniej nie pomogliśmy? A jeśli jest na skraju wyczerpania i ten skurwiel ją tak skrzywdził, że będzie wolała umrzeć niż to pamiętać? Za dużo pytań. Kurwa nie ma czasu. Pchnąłem drzwi. W pomieszczeniu było ciemno. Odszukałem włącznik światła. To co tam ujrzałem, spowodowało nagły przypływ łez do moich oczu.

Ściany i podłoga wraz z obskurnym łóżkiem były pokryte krwią i czymś czego nie potrafiłem zidentyfikować. Na tym zakrwawionym łóżku leżała, naga, posiniaczona i wycieńczona Paula. Widziałem, że jest odurzona narkotykami. Szybko się przy niej znalazłem. 

-Paula? Słyszysz mnie? Paula?! -lekko dotknąłem jej policzka

-Zostaw mnie!!! Odejdź!! Nie chcę już więcej!! Błagam!! -zaczęła się wyrywać. Przytrzymałem ją i popatrzyłem w oczy.

-Kochanie, spokojnie. To ja, Harry. Zabieram cię stąd. -przestała się wyrywać. Znalazłem jakiś w miarę czysty koc i ją w niego zawinąłem. Wziąłem ją na ręce i wyniosłem z budynku. Po drodze widziałem martwych ludzi. Miałem tylko nadzieję, że to nikt z naszych. Kiedy wyszedłem na zewnątrz zobaczyłem radiowozy i karetki. W sekundzie pojawili się przy mnie Alex i Niall, a za nimi reszta.

-Boże!! Paula!! -Ola wpadła w histerię. Nie dziwię się jej. Paula wyglądała jak żywy trup. Była blada i wychudzona, a jej ciało pokrywały liczne siniaki.

-Proszę się przesunąć. -poprosił jeden z lekarzy -Jak pan się nazywa?

-Harry Styles.

-A więc panie Styles. Niech pan położy dziewczynę na noszach. Musimy zabrać ją do szpitala, inaczej może umrzeć. -bez zastanowienia wykonałem jego polecenie -Jest tu ktoś z rodziny poszkodowanej?

-Tak, ja. -zgłosił się Niall

-Nazwisko?

-Niall Horan. Jestem jej bratem.

-Więc pojedzie pan z nami do szpitala. - blondyn kiwnął głową. Kazał nam tylko szybko zjawić się w szpitalu i poszedł. Popatrzyłem na wszystkich z całej siły starając się powstrzymać łzy, ale na próżno. Nie miałem po prostu siły. To było za dużo.

-Harry. Ona wyjdzie z tego. Zobczysz. -zaczął mnie pocieszać Liam

-Nie Liam. Ten huj odebrał jej wszystko to co było dla niej najważniejsze. -wyszeptałem -Ona zawsze będzie miała uraz. Nawet jeśli fizycznie wydobrzeje, psychicznie będzie ledwo żywa.

-Ty chyba nie mówisz, że on... -zaczął Zayn

-Zgwałcił ją! I to nie jeden raz!! -ryknąłem. Kiedy ujrzałem jak policja prowadzi go w stronę radiowozu, nie wytrzymałem. Podszedłem i mu przyjebałem.

-Panie Styles. Proszę się uspokoić. -zostałem przytrzymany przez jednego z funkcjonariuszy

-Kurwa! Masz szczęście, że to nie ja pierwszy po ciebie przyszedłem, bo byłbyś już martwy!! Zapłacisz za to co zrobiłeś!!! -Skaza tylko zaśmiał mi się w twarz

-Nic mi nie zrobisz gówniarzu.

-Jeszcze zobaczymy. -syknąłem i odszedłem. To co planowałem, ma prawo bytu. Z resztą podejrzewam, że sąd się zgodzi, kiedy usłyszy co zrobił. Poszedłem do chłopaków.

-Jedziemy? -spytał Lou

-Jedziemy. -potwierdziliśmy zgodnie.

Jakieś 20 minut później znaleźliśmy się przed OIOM'em, gdzie siedział Niall.

-I co z nią? -spytała Alex

-Jest w krytycznym stanie. Lekarze powiedzieli, że jak przetrwa noc, to będzie dobrze. -widziałem, że był bliski płaczu. Wtedy otworzyły się drzwi, a w nich pojawił się lekarz.

-Panie Horan, mam mówić przy nich czy tylko panu?

-Niech pan mówi.

-Pani Paulina Lewandowska...

-Horan. -poprawił go Niall

-Przepraszam. Horan. Właśnie się obudziła. Jak na razie pozostanie na OIOM'ie. Potem przewieziemy ją na odwyk, a jako że jest w bardzo złym stanie psychicznym, zostanie umieszczona w zakładzie psychiatrycznym. Pół roku terapii powinno wystarczyć. Po tym czasie zostanie wypisana i będzie mogła wrócić do domu. Teraz natomiast mam pytanie panie Horan.

-Słucham.

-Czy pani Paulina ma zostać przewieziona do szpitala w Irlandii czy zostaje tutaj?

-Ma zostać przewieziona do Irlandii. - na korytarzu pojawili się rodzicie Horana

-A państwo to...?

-Rodzice biologiczni Pauliny. -odpowiedziała pani Horan

-Rozumiem. Czyli wszystko załatwione Proszę iść do domu i odpocząć. Pani córka jest tutaj bezpieczna. Do zobaczenia. -po tych słowach lekarz zniknął za drzwiami.

-Niall. Kochanie, tak nam przykro. -po policzkach mamy Niall'a popłynęły łzy

-To nie wasza wina. Mieliście prawo nie wiedzieć.

-Ale to my was rozdzieliliśmy. To wszystko nasza wina.

-Mamo uspokój się. Nie jest to niczyja wina. Stało się i nic na to nie poradzimy. Teraz chodźmy do domu. Przyda nam się odpoczynek. -kiwnęliśmy głowami i wyszliśmy z budynku. Ja jednak nie poszedłem za nimi.

-Harru, a ty dokąd? -spytał Lou

-Eh...Muszę się przejść. Wiem gdzie jest hotel. Nie martwcie się. -i ruszyłem w swoją stronę. Moim celem było więzienie. Kiedy tam się znalazłem, zapytałem czy mogę rozmawiać z sędzią. Zostałem wpuszczony i zacząłem wdrażać swój plan w życie. Na szczęście było tak jak się spodziewałem. Wystarczyło zadzwonić do Max'a i reszty.

****************************************************************

Uff...Koniec. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się podobał. Było w nim więcej akcji i po za tym był dłuższy. :D 

Czytasz---------> Doceniasz------> Komentujesz xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz