niedziela, 1 listopada 2015

One Direction #6




-Mam taką samą grupę krwi co Niall ponieważ, jestem jego siostrą. -powiedziałam i z przeprosinami w oczach popatrzyłam na Alex. Wiedziałam, że ją zraniłam. Z resztą chłopaki też nie wyglądali lepiej, pewnie też czuli się zdradzeni, tylko nie wiem czy przeze mnie czy przez Niall'a.


-A więc zapraszam. Pielęgniarki pobiorą pani krew. -powiedział lekarz



-Ale ja kilka godzin temu jeszcze piłam. -dodałam



-Niall również ma we krwi alkohol, więc nie zrobi to różnicy. Ważne żeby przeżył. -pokiwałam głową i ruszyłam ze lekarzem prowadzącym mojego brata. Mam wyrzuty sumienia, że nic im nie powiedziałam, ale nie mogłam. Będę musiała im to wszystko wyjaśnić, a w szczególności Oli. Kiedy siadłam na fotelu, który wskazała mi jedna z pielęgniarek (nawiasem mówiąc, nie była w cale taka brzydka) od razu zaczęła przemywać  mi skórę na nadgarstku.



-Czy krew nie powinno pobierać się wyżej? -zapytałam



-Powinno, ale dzięki temu, że pobierzemy stąd, krew nie będzie tak wymieszana z alkoholem. -wyjaśniła mi druga pielęgniarka. Ta niestety wyglądała jakby właśnie wyszła z burdelu. Potem zobaczyłam jak do plastikowego woreczka dostaje się czerwona substancja. Musiałam oddać litr krwi, będę wykończona.



                  Kiedy to wszystko się skończyło, wyszłam z sali. Widziałam ich pytające, zdziwione i wkurzone miny.



-Mam nam coś do powiedzenia? -spytał Liam



-Ja...Boże ja was tak przepraszam. Wiem, że nie powinnam was okłamywać ale nie miałam wyboru. -spuściłam głowę



-Jak to nie miałaś wyboru?! -krzyknęła na mnie Alex



-Ty nic nie rozumiesz...Wy nic nie rozumiecie...-szeptałam jakbym była obłąkana starając się powstrzymać cisnące się do oczu łzy



-Jasne, że nic nie rozumiemy skoro nic nam nie powiedzieliście!! -tym razem naskoczył na mnie Zayn



-Mówiłam już, że nie miałam wyboru! -nie wytrzymałam, wybiegłam ze szpitala. Musiałam zniknąć na jakiś czas, ale nie zdążyłam jeszcze nic zrobić, kiedy przede mną pojawił się Harry.



-Dokąd idziesz? -zapytał przytrzymując mnie za ramiona



-Nie wiem Harry, nie wiem. Muszę zniknąć na kilka dni, dajcie mi czas. Wrócę, obiecuję. Jeszcze nie wiem kiedy, ale to zrobię. Nie szukajcie mnie, a przede wszystkim nie martwcie się o mnie. -mówiąc to, patrzyłam w jego piękne zielone oczy. Jako, że był ode mnie dużo wyższy, musiałam zadrzeć głowę. Wiedziałam, co chce zrobić, nie protestowałam i nie chciałam. Styles mnie pocałował, a ja mu na to pozwoliłam. Po tym co zamierzałam zrobić, nie wiem czy kiedykolwiek by mi wybaczył i chciał mnie jeszcze pocałować. Oddałam się chwili. Kiedy się od siebie odkleiliśmy wyszeptałam tylko krótkie "Przepraszam." i odeszłam. 


             Nie wiedziałam dokąd idę, ale w pewnym momencie dostałam wiadomość.


Od Mama: Córeczko musisz mi pomóc. On mnie zabije. -nie trzeba było mi nic więcej. Zatrzymałam pierwszą lepszą taksówkę i pojechałam na lotnisko. Zapłaciłam kierowcy i pobiegłam do biurka z informacją.



-Kiedy jest najbliższy lot do Polski? -spytałam rozgorączkowana



-Dopiero jutro po południu. -powiedział niebieskooki mężczyzna koło 30-stki



-Nie  ma innego, który leci dzisiaj? -spytałam z nadzieją



-Jest, ale wszystkie miejsca są już zajęte.



-A nie zrezygnuje ktoś z lotu? Naprawdę muszę się jak najszybciej dostać do kraju.



-Przykro mi, ale nic nie mogę zrobić. -przeklęłam cicho i wyszłam wściekła z lotniska. Nie miałam pojęcia co mam teraz zrobić. Wtedy wpadłam na pomysł. Może i nie powinnam tego robić, ale chodzi tu o moją mamę, nie mamę, nie ważne.



-Witam moją księżniczkę. -drwiący głos Max'a przyprawił mnie o gęsią skórkę



-Musisz mi pomóc Max. -w moim głosie było słychać panikę



-Co się stało? -jeśli chodzi o Max'a, to mimo tego jaki był, zawsze mogłam na niego liczyć, a jego głos w tym momencie o tym  świadczył. Z kpiącego przeistoczył się w poważny.



-Muszę się dostać jeszcze dziś do Polski.



-Ale co się stało? -próbował coś więcej się dowiedzieć



-Później ci powiem, ale przyjedź po mnie. Proszę. -błagałam



-Zaraz będę. Gdzie jesteś?



-Na lotnisku. -po tych słowach się rozłączył.



                 Nie czekałam długo, bo już po 15 minutach, jego czarne lamborgin galardo zaparkowało przed lotniskiem. Sam chłopak kilka sekund później był przy mnie.



-Chodź. Powiesz mi wszystko w samochodzie. -kiwnęłam głową i ruszyłam za brunetem. Kiedy wyjechaliśmy z parkingu zaczęłam wszystko mu opowiadać.



-Jakiś miesiąc temu matka mi powiedziała, że tak na prawdę nie jest tym za kogo ją od samego początku miałam. Jestem młodszą siostrą Niall'a Horan'a.



-Tego z One Direction? 



-Dokładnie. Jednakże "ojciec" -zrobiłam w powietrzu cudzysłów -o niczym nie wiedział. Dobrze wiedziałyśmy do czego on jest zdolny. Niestety mama wysłała mi dziś sms'a, że muszę jej pomóc, bo on ją zabije. Domyśliłam się, że wszystkiego się dowiedział. Muszę jej pomóc za wszelką cenę. -zakończyłam



-Pomogę ci, nie pozwolę ci iść tam samej. -jego ręce zacisnęły się na kierownicy



-Nie Max. Sama muszę sobie poradzić.



-A co jeśli coś ci się stanie?



-Max, pamiętasz? Przecież to ty mnie wszystkiego nauczyłeś, może i faszerowałeś mnie prochami, ale są też plusy. Dzięki tobie potrafię się sama obronić.



-Wiem, że źle robiłem, wyrządzając ci krzywdę, ale się zmieniłem.



-Wiesz, że już nigdy ci nie zaufam, prawda?



-Wiem, ale to prawda. Te ostatnie sms'y do ciebie, po prostu nadal jestem o ciebie zazdrosny, to tyle. Nie chcę, żeby całował cię ktoś inny oprócz mnie. -jego poważną twarz wykrzywił grymas złości



-Myślałam, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nigdy nie będę już twoja. Zmarnowałeś swoją szansę. Pozwól zacząć mi żyć od nowa i ty sam powinieneś poszukać drugiej połówki. 



-Paula, kochanie, ja nie potrafię. Próbowałem, ale nie potrafię się odkochać.



-Nic nie dzieje się przypadkiem. Los chciał nas rozdzielić prawdopodobnie po to żebyśmy zaczęli żyć z kimś, kto jest nam przeznaczony. Dla nas nie ma przyszłości.



-Może i masz rację... -dalszą podróż minęliśmy w ciszy.



                       Kiedy stanęliśmy pod moim starym domem, zaczęłam się stresować.



-Na pewno sobie poradzisz? -spytał, patrząc mi w oczy z troską



-Na pewno. Nie martw się.



-Jakby co, to dzwoń. -kiwnęłam głową i wysiadłam. Po chwili Max pojechał, a ja zostałam sama. Nie wiedziałam czy mam zapukać czy wejść. Wybrałam to drugie.



-Mamo! Jestem! -krzyknęłam i weszłam do salonu, to co potem się wydarzyło, zbiło mnie z tropu. Poczułam silne uderzenie w szyję. Usłyszałam jeszcze tylko jak ojciec mówi, że jestem naiwna i odpłynęłam.



                Kiedy się obudziłam, znajdowałam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, prawdopodobnie w piwnicy. Na domiar złego, byłam związana. Powoli wszystko zaczęło do mnie docierać i składać w logiczną całość. To była pułapka, zwykły podstęp. Zwabił mnie tutaj i prawdopodobnie matka z nim współpracowała. Dałam się cholera nabrać! Kurwa! Kurwa! Kurwa! I co teraz? Usłyszałam szczęk przekręcanego zamka. Do pomieszczenia wszedł mój ojciec.



-Obudziłaś się księżniczko. -jego głos był tak obrzydliwie sarkastyczny, że miałam ochotę wymiotować



-Czego ode mnie chcesz sukinsynu?! -krzyknęłam



-Nie tym tonem smarkulo!! -uderzył mnie w policzek. Zabolało. Nie wiem czy dlatego, że dostałam mocno czy dlatego, że zrobiła to osoba z którą żyłam pod jednym dachem 18 lat, osoba która mnie w jakimś stopniu wychowała. Chyba to drugie.



-Co ci takiego zrobiłam? -powiedziałam słabo, tak też się czułam



-Co?! Jeszcze masz czelność się pytać, co mi zrobiłaś?! -to psychol, nic dodać nic ująć -O to, co mi zrobiłaś! Znalazłaś się w moim domu Bóg wie jak! Wychowywałem cię, a ty jeszcze nie mogłaś sprostować moim wymaganiom! Sprzeciwiałaś mi się! Nie miałem z ciebie pożytku! -krzyczał



-Jak to nie wykonywałam tego co mi mówiłeś?! Kto ślęczał ciągle nad książkami i zakuwał mimo, że równie dobrze mogłam wyjść gdzieś z przyjaciółmi?! Dawałam z siebie wszystko,a ty miałeś to w dupie!!! -krzyknęłam, jednak od razu tego pożałowałam. W jego oczach coś się zmieniło. To co w nich ujrzałam sprawiło, że zaczęłam się bać. Przeciął liny którymi byłam związana i rzucił mną o ścianę.



-Pora zapłacić za swoje czyny. -podszedł do mnie i zaczął mnie okładać. Bolało jak cholera. W tym momencie było mi już obojętne, czym mnie będzie bił, byleby już się to skończyło. Czułam jak bat albo łańcuch, nie umiem tego określić, przecina moją skórę. Nie miałam siły płakać, a może przy nim nie potrafiłam. Nie chciałam pokazać jak bardzo cierpię, pozostałam na to obojętna, co niestety go wkurzyło. -Boli? -spytał z kpiną, pokręciłam przecząco głową i to był mój błąd -To teraz zaboli. -rzucił mnie na ziemię i zaczął rozbierać. Wiedziałam co zamierza. W tym momencie błagałam o śmierć, byleby tego już nie poczuć. Jestem nikim....

*************************************************************

Szybko ostatnio dodaję rozdziały, ale mam duuużo weny. Nie wiem czy to dlatego, że One Direction wczoraj (czyli 31.10.2015) zagrali ostatni koncert przed przerwą czy co innego, ale wena mnie rozpiera. Korzystam zanim mi przejdzie :D

Czytasz--------->Komentujesz xD

2 komentarze:

  1. O mój boże... Rozdział jest mega!
    Wiesz, że nie jestem dobra w komentowaniu i mam nadzieję, że docenisz moje starania :D Mega, mega i jeszcze raz MEGA! Z niecierpliwością czekam na next :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha wiem o tym :P i doceniam to, naprawdę :D

      Usuń