piątek, 20 listopada 2015

One Direction #9



         Two years later...


          Udało mi się pozbierać po całym tym zdarzeniu o którym nie mam zamiaru już wspominać. Zamieszkałam z moimi prawdziwymi rodzicami. Irlandia, a właściwie Mullingar było pięknym miejscem. Wprawiało mnie w naprawdę  dobry nastrój i dzięki temu już prawie zapomniałam te przykre wydarzenia, a przynajmniej nauczyłam się z nimi żyć.

               Przerwałam pracę z chłopakami. Za to oni już rok temu wznowili swoją działalność i nie długo kończą trasę koncertową One The Road Again, a co za tym idzie...wydają nową płytę Made In The A.M. Tęsknię za nimi, a w szczególności za Alex, która jeździ z nimi. Pewnie zastanawiacie się dlaczego? Otóż mój kochany braciszek w końcu się odważył i wyznał jej swoje uczucia. Są ze sobą już półtora roku.Więc chyba to oczywiste dlaczego pojechała z nimi. Ja za to siedzę w Mullingar i pomagam rodzicom. To w pewnym stopniu dzięki nim doszłam do siebie. Ciężko było mi się przyzwyczaić, ale teraz już wszystko wygląda tak jak powinno. Jedno tylko sprawia, że nie jestem do końca szczęśliwa. A mianowicie, Harry Styles . 23-latek pochodzący z Holmes Chapel z Wielkiej Brytanii. Nie widziałam go już prawie dwa lata. Z jakiegoś powodu, zaraz po tym jak wyszłam ze szpitala przestał ze mną rozmawiać. Nie wiem tylko czemu i to mnie dobija. Eh, może to i lepiej? Kto chciały się zadawać z dziwką zamieszaną w wojny gangów? No właśnie, nikt. Więc nie dziwię mu się. 
               W trakcie tych moich rozmyślań zadzwoniła moja komórka.


~Halo?



~Hej siostra. Mam sprawę. -radosny głos Niall'a momentalnie wywołał na mojej twarzy uśmiech



~No co jest?



~Przygotujesz na wieczór cztery sypialnie i mój pokój??



~Pewnie, ale po co?



~To mama ci o niczym nie mówiła?



~Nie? -odpowiedziałam pytaniem na pytanie



~Dziś wracamy. W Mullingar mamy jutro ostatni koncert. I wracamy do domu.



~Żartujesz?! Niall!! To wspaniale! 



~To przygotujesz wszystko mam rozumieć? -zapytał rozbawiony



~Jeszcze się pytasz!! Pa Horanku, widzimy się wieczorem! 



~Trzymaj się Inka! -zaśmiałam się i rozłączyłam rozmowę. A właśnie. Pewnie się zastanawiacie dlaczego Horanek nazwał mnie Inka? Kiedyś Ola powiedziała do mnie "Paulinka", a chłopakom spodobała się końcówka i nazwali mnie Inka. W sumie, słodkie. Ale nie ważne. Weszłam do domu, bo jeśli nie wspomniałam to mówię to teraz, siedziałam w ogrodzie.



-Maaaaaamooo! -krzyknęłam



-W kuchni!! -usłyszałam i się tam skierowałam



-Niall dzwonił. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że przyjadą dzisiaj wieczorem? -zapytałam z udawanym wyrzutem



-Bo chciałam, żeby Nialler sam ci powiedział. -uśmiechnęła się promiennie



-No wiesz co!! -jęknęłam



-Nie marudź tylko idź im przygotować te pokoje. 



-Oj idę idę. Już się nie mogę doczekać! Stęskniłam się za tymi wariatami! -mama tylko się zaśmiała. Ja poszłam na górę.




                  Niall wysłał mi wiadomość, że mają być w domu koło 8:00pm. Czyli za jakąś godzinę. Tak się cieszę. Rok nie widziałam tych debili, ale chyba najbardziej boję się spotkać z Hazzą. Nie chciałam o tym myśleć. Więc poinformowałam mamę, że wychodzę.



-Tylko wróć przed ósmą. -w odpowiedzi zamknęłam za sobą drzwi. Musiałam się przejść. Poszłam do parku, do miejsca gdzie mogłam wszystko w spokoju przemyśleć i się odprężyć. Usiadłam na jednej z ławek stojących pod wielkim dębem. Podkuliłam nogi, objęłam je ramionami i położyłam brodę na kolanach.

             Kochałam Harry'ego. Wiedziałam to już od dawna. Zakochałam się w nim jeszcze w Polsce, ale nie mogłam tego potwierdzić, nie znając go. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że mi na nim zależy, ale nie kontaktowałam się z nim od dawna. Minęło dużo czasu. Z resztą słyszałam, że znalazł sobie dziewczynę. Jakie jej to było?...A Taylor Swift. Ona jest bardzo śliczna, nawet nie mam co się z nią porównywać. 
             Zrezygnowana popatrzyłam na zegarek, a widząc, że jest już 20:00, wstałam z ławki. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę domu, gdzie powinni być już chłopaki i Alex. 

             Kiedy zawitałam do domu, jednocześnie ucieszyłam się na widok chłopaków i Alex, ale nie do końca ucieszyłam się na widok dziewczyny Harry'ego. Nie chcąc być niemiłą, przywitałam się z każdym i podeszłam do Taylor.

-Cześć. Jestem Paulina, ale możesz mi mówić Paula. -uśmiechnęłam się sztucznie, co nawet mi wyszło i wyciągnęłam do niej rękę

-Miło cię poznać. Nazywam się Taylor. -odwzajemniła gest

-Tak, wiem. -następnie zwróciłam się do chłopaków, bo nie mogłam dłużej patrzeć, ani na nią ani na Styles'a- Pokoje macie przygotowane. Mamo pokażesz im pokoje? Ja muszę załatwić jeszcze jedną rzecz.

-Pewnie córeczko, ale nic mi nie mówiłaś, że masz dziś jakieś załatwienia. -popatrzyła na mnie podejrzliwie, a za jej przykładem poszła reszta

-Eh...Ja i Elena idziemy na imprezę. Nic ci nie mówiłam, bo nie było to pewne, ale teraz już jest, więc ci mówię.

-Ale przyjechał twój brat i przyjaciele. Nie chcesz z nimi spędzić czasu? 

-Obiecałam. Alex idziesz ze mną? -spytałam i popatrzyłam na nią w taki sposób, że reszta nie domyśliła się o co chodzi, ale Ola wiedziała i bez wahania się zgodziła

-Kiedy wrócicie?? -moja mama jest zbyt troskliwa

-Nie wiem. Możliwe, że nad ranem. -burknęłam i tyle mnie widzieli. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę jednego z pobliskich klubów. A w między czasie Alex zaczęła rozmowę.

-To była lipna wymówka, ale jak widać, nabrali się. -farbowana blondynka zachichotała. Dobrze wiedziałam, że się połapie, w końcu znamy się parę dobrych lat.

-Nie do końca. Na imprezę idziemy, ale bez żadnej Eleny. Muszę się upić. -spuściłam głowę, żeby nie widziała moich zaszklonych oczu.

-Chodzi o Styles'a prawda? -kiwnęłam tylko głową -Nie przejmuj się nim. To dupek i tyle. On nie traktuje Taylor poważnie.

-Uważam inaczej. Z resztą mam gdzieś Harry'ego.

-Mnie nie oszukasz. Ale upić się możemy. -Alex się wyszczerzyła i jako pierwsza weszła do klubu. Ja podążyłam w jej ślady. Operacja "Zapomnieć o Harry'm", rozpoczęta...
            

środa, 11 listopada 2015

One Direction #8



Alex POV:

                  Minął rok od zniknięcia Pauli. Wszyscy stali się wrakami samych siebie, przez co chłopaki zrobili sobie przerwę w działalności. Trwa ona już rok i jak na razie nie zapowiada się żeby się skończyła. Oczywiście One Direction obiecali, że wrócą i to zrobią, ale jeszcze nie teraz. Wszyscy się o nią martwimy, bo jakby nie patrzeć była naszą przyjaciółką. Mam jednak wrażenie, że Harry przeżywa to najbardziej. Siedzi ciągle w swoim pokoju. Nie chce nic jeść ani pić. Na siłę wpychamy w niego jedzenie. Nie mamy zamiaru żeby nam się przekręcił. Po zniknięciu Pauli przyznał nam się, że ją kocha. Nie powiedziałam mu jednak, że ona również go kocha, bo było by z nim jeszcze gorzej. Wszyscy jesteśmy tym przybici. Staraliśmy się jej odszukać, ale bez skutku. 


              Siedzieliśmy właśnie wszyscy w salonie, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.



-Pójdę otworzyć. -oznajmiłam i wstałam z kanapy. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam, ale to co, a raczej kogo tam ujrzałam sprawiło, że ogarnęła mnie złość. -Czego tu szukasz?! -warknęłam



-Musimy pogadać. -powiedział poważnie i spuścił głowę



-Nie ma o czym. -miałam zamykać drzwi, ale on je przytrzymał



-A chcesz się dowiedzieć, gdzie jest Paula? -nic nie rozumiałam



-Co? -spytałam głupio



-Wiem gdzie prawdopodobnie jest. -kiwnęłam głową i go wpuściłam. Akurat do salonu wszedł Harry.



-A ten to kto? -zapytał



-Eh...Tylko spokojnie ok? -kiwnęli głowami - To jest Max Shinoda.



-Co on tu kurwa robi?! -warknął Niall



-Prawdopodobnie wie gdzie jest Paula. -powiedziałam, a oni zamilkli jak zaklęci



-Wiesz? -upewnił się Liam na co Shinoda kiwnął głową



-Więc mów. -ponaglił Zayn



-Rok temu, wtedy kiedy wyszła ze szpitala, dostała wiadomość od swojej matki.



-Co w niej było? -przerwałam mu



-Nie przerywaj. Było tam napisane, że jej "ojciec" -tu zrobił palcami cudzysłów -dowiedział się, że matka jej powiedziała prawdę i, że on ją zabije.



-Ją czyli kogo? -spytał Styles



-Jej matkę. Przestraszyła się i zadzwoniła po mnie, abym ją odebrał z lotniska, bo nie było lotu do Polski i ją zawiózł do kraju. Wiem, że wyrządziłem jej krzywdę, ale wiedziała, że na mnie zawsze może liczyć. Pomogłem jej. Chciałem iść z nią, ale się uparła, że sobie poradzi. Odjechałem. Kilka dni temu dowiedziałem się, że nie wróciła. Śmiem twierdzić, że ten skurwiel ją przetrzymuje. -ugięły się pode mną nogi i gdyby nie Horan miałabym bliskie spotkanie z podłogą



-C..co? -spytałam słabo



-Kazałem sprawdzić czy jej matka się gdzieś pojawia czy też nie wychodzi z domu. Widzianą ją w różnych miejscach, przez co jestem prawie pewien, że to wszystko była pułapka.



-Kurwa. -warknęłam



-Jeśli ten sukinsyn ją krzywdzi, to go zabiję! -ryknął Harry



-Hazz uspokój się. -podeszłam do niego i go przytuliłam



-Jak mam być spokojny wiedząc, że może już nie żyć, albo ledwo żyć? -spytał z rozpaczą i wtulił się w moje ramię. Po chwili poczułam jak zaczął się trząść, co świadczyło o tym, że płacze.



-Spokojnie Harry. Będzie dobrze, zobaczysz. -powiedziałam, ale sama miałam ochotę się skulić i popłakać



-Posłuchajcie. Zrobię wszystko, żeby ją uwolnić. -oświadczył Max



-Nie Max. To nie jest ktoś z kim można walczyć. -powiedziałam



-Co? Kim niby on jest?



-To, że ty masz swoją mafię, nie oznacza, że nikt inny jej nie ma. Otóż na czele stoi mafia, której szefem jest Skaza, prawda?



-Czyli, że niby...



-Tak. Skaza, to właśnie on. Z nim nie da się walczyć. -puściłam Hazze i zaczęłam drążyć dziurę w podłodze. Próbowałam wymyślić sposób na to, żeby ją uratować.



-Kurwa! Kurwa! Kurwa!!! I co teraz? -spytał Niall, a mnie do głowy wpadł pewien pomysł



-Posłuchajcie. Mam znajomego, który jest mi winny przysługę. On również ma własną mafię. Jeśliby tak twoja mafia Max i mafia Adama połączyła siły, Skaze idzie pokonać.



-To nie jest głupi pomysł. Kim jest ten Adam?



-Adam Gontier.



-To wokalista Three Days Grace. Prawda? -spytał Zayn



-Prawda, ale to tylko przykrywka, żeby nikt go nie podejrzewał. Zadzwonię do niego. 



~Halo? -usłyszałam jego zachrypnięty głos



~Mam interes do ciebie.



~Wal.



~ Paula prawdopodobnie jest przetrzymywana już od roku przez Skazę, musimy ją odzyskać, ale sami sobie nie poradzimy. Kojarzysz Max'a Shinodę?



~Taa, pewnie. Bo co?



~Jeśli razem zaatakowalibyście Skazę, przegra, a nam uda się uratować Paulę.



~Kurna. Nie wiem. Przecież to potwór.



~Adam, wisisz mi przysługę. Nie ma na co liczyć. Ona może być na skraju wyczerpania.



~Dobra. Pomogę ci. Czekaj chwilę.



-I co zgodził się? -spytał Max



-Zgodził. Musi się udać.



~Jestem. Chester Bannington też pomoże.



~To świetnie. Przyjedzcie na Street Avenue 240/6 (wymyślone przeze mnie dop. aut.)



~Będziemy do pół godziny. -po tych słowach się rozłączył.



-Adam i Chester-kolejny szef gangu, będą tu za pół godziny. 



-Czyli będą 3 mafie na samego Skazę, tak? -spytał Liam



-Dokładnie. Nie ma szans żeby się nie udało.



-Mam nadzieję. -wyszeptał Harry.


           Kiedy Adam i Chester przyjechali, omówiliśmy szczegóły. Zaplanowaliśmy dokładnie każdy krok. Nie było tu miejsca na pomyłki. Wszystko musiało pójść sprawnie i szybko. Paula musi wrócić.

-Do jutra wszystko zostanie przygotowane. A o północy atakujemy. -oznajmił Gontier.

         
Następnego dnia wszyscy chodziliśmy jak w zegarku. Do Polski polecieliśmy prywatnym samolotem chłopaków, dzięki czemu byliśmy tam ekspresowo. Już wcześniej zostało ustalone, że najpierw Max, Adam i Chester atakują, a kiedy wszystko ucichnie idziemy po Paulinę. 

11:50 pm
Za nie całe 10 minut rozpocznie się piekło. Wszyscy są na swoich pozycjach. Ja z chłopakami czekamy w samochodzie na rogu ulicy. Mamy się jak na razie trzymać jak najdalej od domu Skazy.

Kiedy wybiła 12 pm usłyszeliśmy pierwsze strzały. Przez krótkofalówki usłyszeliśmy głos Max'a.

~Jak dam wam znać, wzywacie gliny, karetkę i idziecie po Paule. Jasne?

~Wszystko. -odpowiedziałam. Pozostało nam tylko czekać.

Coś koło 1:00 am dostaliśmy sygnał od Shinody. Liam i Zayn zadzwonili po psy i karetkę, a ja Niall, Harry i Louis pobiegliśmy po blondynkę.

Dobrze znałam ten dom. Bywałam tu bardzo często ale teraz, kiedy do niego weszłam, poczułam obrzydzenie.

-Pewnie jest w piwnicy. -zasugerował Lou

-Gdzie ona jest? -spytał Niall. Ja tylko ruszyłam w danym kierunku bez żadnej odpowiedzi. W pewnym momencie przed sobą zobaczyłam trzech pachołków Skazy. Trudno w to uwierzyć, ale to byli moi rówieśnicy. 

-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Nasza słodka Alex postanowiła nas odwiedzić. Może się tak zabawimy, co złotko? -farbowany blondyn o włosach sięgających do ramion podszedł bliżej mnie i oblizał usta. Ohyda.

-Wybacz matole, ale mi się spieszy. -warknęłam i mu przyłożyłam

-Suka! Brać ją!! -chłopaki stanęli w mojej obronie

-Harry idź po Paule. My ich zatrzymamy. -rozkazałam. Styles bez zastanowienia mnie posłuchał.

Harry's POV:

Kiedy Alex kazała mi iść po Paule, od razu wykonałem jej polecenie. Nie dlatego, że ona mi kazała, ale dlatego, że miałem szansę odzyskać mojego kochanego anioła. Śmieszne co? Osoba która była uzależniona od narkotyków i miała powiązania z mafią została nazwana przeze mnie Aniołem. Jest nim. Jest moim Aniołem i nawet jeśli bym musiał oddałbym za nią życie. 

Zostawiłem Niall'a, Lou i Alex, wiedziałem, że sobie poradzą. Ruszyłem na koniec korytarza, gdzie widziałem ciemne drzwi. W momencie w którym stanąłem przed nimi, ogarną mnie strach. A co jeśli ona nie żyje? Nie wybaczyłbym sobie tego. Ale co jeśli żyje? Czy będzie w stanie wybaczyć nam, że jej wcześniej nie pomogliśmy? A jeśli jest na skraju wyczerpania i ten skurwiel ją tak skrzywdził, że będzie wolała umrzeć niż to pamiętać? Za dużo pytań. Kurwa nie ma czasu. Pchnąłem drzwi. W pomieszczeniu było ciemno. Odszukałem włącznik światła. To co tam ujrzałem, spowodowało nagły przypływ łez do moich oczu.

Ściany i podłoga wraz z obskurnym łóżkiem były pokryte krwią i czymś czego nie potrafiłem zidentyfikować. Na tym zakrwawionym łóżku leżała, naga, posiniaczona i wycieńczona Paula. Widziałem, że jest odurzona narkotykami. Szybko się przy niej znalazłem. 

-Paula? Słyszysz mnie? Paula?! -lekko dotknąłem jej policzka

-Zostaw mnie!!! Odejdź!! Nie chcę już więcej!! Błagam!! -zaczęła się wyrywać. Przytrzymałem ją i popatrzyłem w oczy.

-Kochanie, spokojnie. To ja, Harry. Zabieram cię stąd. -przestała się wyrywać. Znalazłem jakiś w miarę czysty koc i ją w niego zawinąłem. Wziąłem ją na ręce i wyniosłem z budynku. Po drodze widziałem martwych ludzi. Miałem tylko nadzieję, że to nikt z naszych. Kiedy wyszedłem na zewnątrz zobaczyłem radiowozy i karetki. W sekundzie pojawili się przy mnie Alex i Niall, a za nimi reszta.

-Boże!! Paula!! -Ola wpadła w histerię. Nie dziwię się jej. Paula wyglądała jak żywy trup. Była blada i wychudzona, a jej ciało pokrywały liczne siniaki.

-Proszę się przesunąć. -poprosił jeden z lekarzy -Jak pan się nazywa?

-Harry Styles.

-A więc panie Styles. Niech pan położy dziewczynę na noszach. Musimy zabrać ją do szpitala, inaczej może umrzeć. -bez zastanowienia wykonałem jego polecenie -Jest tu ktoś z rodziny poszkodowanej?

-Tak, ja. -zgłosił się Niall

-Nazwisko?

-Niall Horan. Jestem jej bratem.

-Więc pojedzie pan z nami do szpitala. - blondyn kiwnął głową. Kazał nam tylko szybko zjawić się w szpitalu i poszedł. Popatrzyłem na wszystkich z całej siły starając się powstrzymać łzy, ale na próżno. Nie miałem po prostu siły. To było za dużo.

-Harry. Ona wyjdzie z tego. Zobczysz. -zaczął mnie pocieszać Liam

-Nie Liam. Ten huj odebrał jej wszystko to co było dla niej najważniejsze. -wyszeptałem -Ona zawsze będzie miała uraz. Nawet jeśli fizycznie wydobrzeje, psychicznie będzie ledwo żywa.

-Ty chyba nie mówisz, że on... -zaczął Zayn

-Zgwałcił ją! I to nie jeden raz!! -ryknąłem. Kiedy ujrzałem jak policja prowadzi go w stronę radiowozu, nie wytrzymałem. Podszedłem i mu przyjebałem.

-Panie Styles. Proszę się uspokoić. -zostałem przytrzymany przez jednego z funkcjonariuszy

-Kurwa! Masz szczęście, że to nie ja pierwszy po ciebie przyszedłem, bo byłbyś już martwy!! Zapłacisz za to co zrobiłeś!!! -Skaza tylko zaśmiał mi się w twarz

-Nic mi nie zrobisz gówniarzu.

-Jeszcze zobaczymy. -syknąłem i odszedłem. To co planowałem, ma prawo bytu. Z resztą podejrzewam, że sąd się zgodzi, kiedy usłyszy co zrobił. Poszedłem do chłopaków.

-Jedziemy? -spytał Lou

-Jedziemy. -potwierdziliśmy zgodnie.

Jakieś 20 minut później znaleźliśmy się przed OIOM'em, gdzie siedział Niall.

-I co z nią? -spytała Alex

-Jest w krytycznym stanie. Lekarze powiedzieli, że jak przetrwa noc, to będzie dobrze. -widziałem, że był bliski płaczu. Wtedy otworzyły się drzwi, a w nich pojawił się lekarz.

-Panie Horan, mam mówić przy nich czy tylko panu?

-Niech pan mówi.

-Pani Paulina Lewandowska...

-Horan. -poprawił go Niall

-Przepraszam. Horan. Właśnie się obudziła. Jak na razie pozostanie na OIOM'ie. Potem przewieziemy ją na odwyk, a jako że jest w bardzo złym stanie psychicznym, zostanie umieszczona w zakładzie psychiatrycznym. Pół roku terapii powinno wystarczyć. Po tym czasie zostanie wypisana i będzie mogła wrócić do domu. Teraz natomiast mam pytanie panie Horan.

-Słucham.

-Czy pani Paulina ma zostać przewieziona do szpitala w Irlandii czy zostaje tutaj?

-Ma zostać przewieziona do Irlandii. - na korytarzu pojawili się rodzicie Horana

-A państwo to...?

-Rodzice biologiczni Pauliny. -odpowiedziała pani Horan

-Rozumiem. Czyli wszystko załatwione Proszę iść do domu i odpocząć. Pani córka jest tutaj bezpieczna. Do zobaczenia. -po tych słowach lekarz zniknął za drzwiami.

-Niall. Kochanie, tak nam przykro. -po policzkach mamy Niall'a popłynęły łzy

-To nie wasza wina. Mieliście prawo nie wiedzieć.

-Ale to my was rozdzieliliśmy. To wszystko nasza wina.

-Mamo uspokój się. Nie jest to niczyja wina. Stało się i nic na to nie poradzimy. Teraz chodźmy do domu. Przyda nam się odpoczynek. -kiwnęliśmy głowami i wyszliśmy z budynku. Ja jednak nie poszedłem za nimi.

-Harru, a ty dokąd? -spytał Lou

-Eh...Muszę się przejść. Wiem gdzie jest hotel. Nie martwcie się. -i ruszyłem w swoją stronę. Moim celem było więzienie. Kiedy tam się znalazłem, zapytałem czy mogę rozmawiać z sędzią. Zostałem wpuszczony i zacząłem wdrażać swój plan w życie. Na szczęście było tak jak się spodziewałem. Wystarczyło zadzwonić do Max'a i reszty.

****************************************************************

Uff...Koniec. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się podobał. Było w nim więcej akcji i po za tym był dłuższy. :D 

Czytasz---------> Doceniasz------> Komentujesz xD

środa, 4 listopada 2015

One Direction #7



Niall POV:


           Obudziłem się w nieznanym mi pomieszczeniu. Sterylne białe ściany, szare meble i kroplówka obok mojego łóżka.
Strzelam, że jestem w szpitalu. Ale do kurwy, dlaczego?!
Miałem rękę w gipsie i stopę w jakimś bucie, a na ciele powpinane tysiące kabelków. Chciałem wiedzieć co się stało więc próbowałem odpiąć z siebie te wszystkie kable. Nagle do pokoju wszedł Zayn z Alex.

-Co ty do kurwy wyrabiasz?! - krzyknęła Alex. -Wczoraj prawie umarłeś! A teraz co?! Chcesz umrzeć?! - krzyczała brunetka i podbiegła do mnie przypinając z powrotem dwa kable. Patrzyłem na nią zdezorientowany, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa.
"Wczoraj prawie umarłeś".
Kurwa, co tu się dzieje? 

-Wczoraj prawie umarłem?- zapytałem, bardziej jakby siebie. Alex westchnęła, a Zayn usiadł na krześle obok mnie.

-Pamiętasz, że byliśmy na imprezie?- zapytał Zayn, na co przytaknąłem.
Pamiętam, że nieźle się upiłem. 
Ale nie na tyle, żeby nie pamiętać jak tańczyłeś z Alex debilu.
Tylko tyle...

-Wtedy... Przyszedł Max i zaczął dobierać się do Pauli

-Twojej siostry - przerwała mu Alex, patrząc mi prosto w oczy z żalem. Spuściłem wzrok patrząc na kołdrę, jakby nagle stała się bardzo ciekawa...

-Tak... Próbowałeś jej pomóc i zacząłeś się bić z Max'em. Nieźle ci dokopał i wylądowałeś tu. Od razu trafiłeś na salę operacyjną, potrzebowałeś krwi... Nikt nie miał takiej grupy krwi jak ty, sprawdzaliśmy... Wszyscy, oprócz Pauli, która okazała się być twoją siostrą i która uciekła ze szpitala i nikt nie wie gdzie jest. - powiedział wszystko na jednym oddechu Zayn

-Kurwa...- wydusiłem z siebie.  Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, kiedy Alex nagle wstała.

-Gdzie idziesz?-zapytał Zayn i chwycił ją za rękę zatrzymując ją. Mój wzrok zatrzymał się na ich dłoniach.

-Nie wiem, mam dość... - odparła zmęczona powstrzymując łzy.

-Idę z tobą. -odparł szybko mulat, wstał z krzesła i skierowali się w stronę drzwi
-Na razie, Niall. - pożegnała się Alex, a ja jej pomachałem.
Kurwa.



              Minął tydzień od tego całego zamieszania. Leżałem w salonie oglądając jakieś gówniane reality show, kiedy usłyszałem zbliżające się głosy Alex i Harry'ego.

-I? Wiecie już coś? - zapytałem. Od imprezy, albo raczej szpitala Paula nie wróciła. Pokiwali przecząco głowami i usiedli koło mnie.

-Byliśmy u detektywa... Ale gdy dowiedział się, że Lewandowska jest wplątana w mafię odmówił jakiejkolwiek pomocy. - rzekł Hazza.

-Kurwa - westchnąłem.

-Znajdziemy ją... Musimy ją znaleźć - powiedziała Ola ze łzami w oczach. Harry przytulił ją i tak leżeli oglądając ze mną tv show.
Sorry Harry, od trzymania za rączkę i przytulania jest Zayn'a. Więc, bądź tak łaskaw i ją kurwa puść. 
Leżeli tak dobre 10 minut kiedy kapnąłem się, że usnęli. Uderzyłem (trochę mocniej niż zamierzałem) nogą, tak, tą w bucie ortopedycznym Hazzę w głowę.

-Co do kurwy?!

-Sorry, to przez przypadek - odparłem. Alex obudziła się i odlepiła od bruneta, a na mojej twarzy zagościł mały uśmiech zwycięstwa.

-Wiecie co? Jeżeli detektyw nie podejmie się tego zadania, to my się go podejmiemy. Przynajmniej ja...- powiedział Harry

-Co masz na myśli? - zapytała Ola.

-No właśnie? - dodałem swoje 3 grosze.

-No po prostu MY jej będziemy szukać. Jak myślicie gdzie może być?- zapytał Hazza z zamyślonymi wzrokiem.

-Nie wiem, Harry. Nie znam jej dobrze, choć jest moją siostrą...- odpowiedziałem.

-Ale ja tak. Tylko że.. nie mam pojęcia. Nie miała tu nikogo prócz mnie... Chociaż mam pewien pomysł - powiedziała, a jej oczy dosłownie zabłysły. -Polska.
Dyskutowaliśmy na ten temat godzinę i uzgodniliśmy plan.

-Okej, więc tak. Jeśli Pauli nie będzie w Polsce, a jej ojciec dowie się że uciekła, będzie...piekło. Więc Alex przebierzesz się, wyfarbujesz, wymalujesz... wiesz o co mi chodzi.  Pójdziesz do domu Lewandowskich "przeprowadzić ankietę". Zapytasz o ich córkę i wtedy prawda wyjdzie na jaw. Co wy na to?- zapytał Harry.

-Plan jest mega, tylko że moje zdolności aktorskie są... niezbyt dobre - odparła Alex

-Taa, zauważyłem - wypaliłem, czego od razu pożałowałem.

-Hej! Co masz na myśli?! - oburzyła się dziewczyna i uderzyła mnie w ramię. Zaśmiałem się.

-Po prostu nie umiesz kłamać - powiedziałam, a ona strzeliła minę i wzruszyła ramionami.

-Dobra, uspokójcie się. Alex dasz radę. Idź dziś do fryzjera, przefarbuj się i jutro rano lecimy do Polski - powiedział spokojnie Harry, na co dziewczyna przytaknęła.





Czekałem w salonie na Olę, która przygotowywała się do wyjścia. Miałem z nią iść do fryzjera, tylko że ona jeszcze o tym nie wiedziała... Zeszła na dół razem z Hazzą. Miała na sobie czarne spodnie z dziurami, szarą koszulkę i czarną ramoneskę.
Wow.
Owinęła się szalem i ubrała czapkę.

-Gotowa?- zapytałem. Spojrzała na mnie swoimi pięknymi oczami...

-Tak, a co?

-Bo idę razem z tobą - odparłem, oczekując na jej reakcję.
Jest bardzo nieśmiała.
Ale lubię to.

-Ze złamaną stopą? Powodzenia - zaśmiała się.

-Dam sobie radę - rzekłem pewny siebie. Wzruszyła ramionami, co uznałem za odpowiedz "Niall, proszę chodź ze mną".

Po drodze do fryzjera wstąpiliśmy do starbucks'a. 

-Lubię swoje włosy - powiedziała nagle Alex robiąc smutną/komiczną minę.

-Ja też je lubię - wypaliłem.
Kurwa, Niall trzymaj język za zębami.
Dziewczyna zaczerwieniła się ale nic nie odpowiedziała.

-Ale czego się nie robi dla przyjaciółki, prawda? 

-Prawda - odparła z uśmiechem.

            Czekaliśmy już u fryzjera. Ola bawiła się swoimi włosami, jakby ciesząc się ostatnimi chwilami z nimi. Gdy nadeszła jej kolej, popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem i udała płacz. 

-Jesteś beznadziejną aktorką - powiedziałem, a ona zaśmiała się i dała mi kuksańca, na co się uśmiechnąłem. 

-To co robimy?- zapytała fryzjerka.

-Chcę zmienić kolor, tylko nie wiem na jaki...i obciąć - odparła brunetka. 

-Blond - zasugerowałem.
-Oo tak, w blondzie będzie ci ślicznie - powiedziała fryzjerka, na co Alex się zgodziła. 
           Po kilku godzinach czekania, Alex w końcu wstała z krzesła.
O mój pieprzony Boże.

-I jak?- zapytała ze smutną miną.

-Wow. Wyglądasz pięknie - odparłem choć chciałem wykrzyczeć, że jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie. 

-Dzięki - odpowiedziała rumieniąc się.





Alex POV:

               Obudził mnie podekscytowany głos Hazzy. Dziś był TEN dzień. 

-Mam dla ciebie strój - powiedział Harry i pokazał mi sukienkę.

-Ymm... Harry, nie ubiorę się w to - powiedziałam, ledwo patrząc na oczy. Może i byłam zaspana ale widziałam, że ta sukienka jest cholernie obcisła. A ja jestem gruba, więc odpada.

-Czemu nie?!

-Bo jest obcisła, a ja jestem gruba - odpowiedziałam szczerze.

-Kurwa Ola, ty się słyszysz?- zapytał, na co przytaknęłam cała czerwona.
Po co mu to mówiłam?! Ja pierdolę.
On nie wie jak to jest być w moim ciele.
W moim grubym ciele.

-Sorry Harry, ubiorę coś innego - powiedziałam z lekkim uśmiechem, na co westchnął i wyszedł z pokoju. Gdy tylko to zrobił schowałam się pod kołdrę i zaczęłam cicho szlochać.


              Godzinę później byłam już gotowa. Tylko nasza trójka wiedziała o planie. Woleliśmy nie martwić Zayna, Liama i Louisa ponieważ mają już dosyć dużo na głowie. 

-Możemy jechać - powiedziałam, gdy zeszłam na dół. Ubrałam czarną bluzkę i białą rozkloszowaną spódniczkę. Włosy wyprostowałam i wykonałam dość mocny makijaż. Myślę, że wyglądałam jak całkiem inna osoba. 



POLSKA

                   Stałam przed drzwiami domu Lewandowskich. Serce waliło mi jak oszalałe. Harry i Niall siedzieli na ławce nie daleko domu, więc wszystko widzieli. 
Zapukałam do drzwi, głośno przełykając ślinę i modląc się w duchu, aby pan Lewandowski mnie nie poznał.

-Dzień dobry. Nazywam się Aneta Musierowicz. Przyszłam do państwa w celu przeprowadzenia ankiety. Czy mogę?- powiedziałam wszystko, pewnie czerwieniąc się jak burak.

-Dobrze, ale nie mam dużo czasu - mężczyzna przytaknął.

-Oczywiście, postaram się ją przeprowadzić jak najszybciej. Czy mieszka pan sam?- zapytałam z sercem w gardle.

-Nie, mam żonę i córkę.

-Czy córką jest pełnoletnia? -Jezu, zaraz zejdę tu na zawał.

-Tak... Przepraszam o czym ta ankieta jest?

-O relacjach rodzinnych, sąsiedzkich itp. rozumie pan?- odpowiedziałam z uśmiechem, na co on tylko przytaknął.
Boże, jaki on tępy.

-Czy pańska córka miesza z wami?

-Nie. Jest w Anglii.

-Czyli nie ma jej teraz w domu? - zapytałam, a moje serce prawie stanęło.

-Nie. Co to za pytanie?!- oburzył się.

-Normalne - powiedziałam wywracając oczami. -Przepraszam, już późno muszę iść. Do zobaczenia!- rzekłam i odeszłam jak najszybciej.

            Podeszłam do chłopaków, którzy czekali na ławce. Unieśli brwi, a ja z ogromnym smutkiem pokiwałam przecząco głową...W moim sercu zagościła, znana mi przyjaciółka - depresja. Ale gdy zobaczyłam minę Hazzy, serce pękło mi na tysiąc kawałków, a pustkę po nim zastąpił żal, smutek i rozsławiona w ostatnim czasie depresja...


******************************************************************

Może na początek powiem, że nie jest to rozdział mojego autorstwa. Pracowała przy nim moja przyjaciółka, dla was może być Mrs. Horan :D Ja tylko poprawiłam dostrzeżone przez siebie błędy i to cała moja...pięciominutowa praca :P

niedziela, 1 listopada 2015

One Direction #6




-Mam taką samą grupę krwi co Niall ponieważ, jestem jego siostrą. -powiedziałam i z przeprosinami w oczach popatrzyłam na Alex. Wiedziałam, że ją zraniłam. Z resztą chłopaki też nie wyglądali lepiej, pewnie też czuli się zdradzeni, tylko nie wiem czy przeze mnie czy przez Niall'a.


-A więc zapraszam. Pielęgniarki pobiorą pani krew. -powiedział lekarz



-Ale ja kilka godzin temu jeszcze piłam. -dodałam



-Niall również ma we krwi alkohol, więc nie zrobi to różnicy. Ważne żeby przeżył. -pokiwałam głową i ruszyłam ze lekarzem prowadzącym mojego brata. Mam wyrzuty sumienia, że nic im nie powiedziałam, ale nie mogłam. Będę musiała im to wszystko wyjaśnić, a w szczególności Oli. Kiedy siadłam na fotelu, który wskazała mi jedna z pielęgniarek (nawiasem mówiąc, nie była w cale taka brzydka) od razu zaczęła przemywać  mi skórę na nadgarstku.



-Czy krew nie powinno pobierać się wyżej? -zapytałam



-Powinno, ale dzięki temu, że pobierzemy stąd, krew nie będzie tak wymieszana z alkoholem. -wyjaśniła mi druga pielęgniarka. Ta niestety wyglądała jakby właśnie wyszła z burdelu. Potem zobaczyłam jak do plastikowego woreczka dostaje się czerwona substancja. Musiałam oddać litr krwi, będę wykończona.



                  Kiedy to wszystko się skończyło, wyszłam z sali. Widziałam ich pytające, zdziwione i wkurzone miny.



-Mam nam coś do powiedzenia? -spytał Liam



-Ja...Boże ja was tak przepraszam. Wiem, że nie powinnam was okłamywać ale nie miałam wyboru. -spuściłam głowę



-Jak to nie miałaś wyboru?! -krzyknęła na mnie Alex



-Ty nic nie rozumiesz...Wy nic nie rozumiecie...-szeptałam jakbym była obłąkana starając się powstrzymać cisnące się do oczu łzy



-Jasne, że nic nie rozumiemy skoro nic nam nie powiedzieliście!! -tym razem naskoczył na mnie Zayn



-Mówiłam już, że nie miałam wyboru! -nie wytrzymałam, wybiegłam ze szpitala. Musiałam zniknąć na jakiś czas, ale nie zdążyłam jeszcze nic zrobić, kiedy przede mną pojawił się Harry.



-Dokąd idziesz? -zapytał przytrzymując mnie za ramiona



-Nie wiem Harry, nie wiem. Muszę zniknąć na kilka dni, dajcie mi czas. Wrócę, obiecuję. Jeszcze nie wiem kiedy, ale to zrobię. Nie szukajcie mnie, a przede wszystkim nie martwcie się o mnie. -mówiąc to, patrzyłam w jego piękne zielone oczy. Jako, że był ode mnie dużo wyższy, musiałam zadrzeć głowę. Wiedziałam, co chce zrobić, nie protestowałam i nie chciałam. Styles mnie pocałował, a ja mu na to pozwoliłam. Po tym co zamierzałam zrobić, nie wiem czy kiedykolwiek by mi wybaczył i chciał mnie jeszcze pocałować. Oddałam się chwili. Kiedy się od siebie odkleiliśmy wyszeptałam tylko krótkie "Przepraszam." i odeszłam. 


             Nie wiedziałam dokąd idę, ale w pewnym momencie dostałam wiadomość.


Od Mama: Córeczko musisz mi pomóc. On mnie zabije. -nie trzeba było mi nic więcej. Zatrzymałam pierwszą lepszą taksówkę i pojechałam na lotnisko. Zapłaciłam kierowcy i pobiegłam do biurka z informacją.



-Kiedy jest najbliższy lot do Polski? -spytałam rozgorączkowana



-Dopiero jutro po południu. -powiedział niebieskooki mężczyzna koło 30-stki



-Nie  ma innego, który leci dzisiaj? -spytałam z nadzieją



-Jest, ale wszystkie miejsca są już zajęte.



-A nie zrezygnuje ktoś z lotu? Naprawdę muszę się jak najszybciej dostać do kraju.



-Przykro mi, ale nic nie mogę zrobić. -przeklęłam cicho i wyszłam wściekła z lotniska. Nie miałam pojęcia co mam teraz zrobić. Wtedy wpadłam na pomysł. Może i nie powinnam tego robić, ale chodzi tu o moją mamę, nie mamę, nie ważne.



-Witam moją księżniczkę. -drwiący głos Max'a przyprawił mnie o gęsią skórkę



-Musisz mi pomóc Max. -w moim głosie było słychać panikę



-Co się stało? -jeśli chodzi o Max'a, to mimo tego jaki był, zawsze mogłam na niego liczyć, a jego głos w tym momencie o tym  świadczył. Z kpiącego przeistoczył się w poważny.



-Muszę się dostać jeszcze dziś do Polski.



-Ale co się stało? -próbował coś więcej się dowiedzieć



-Później ci powiem, ale przyjedź po mnie. Proszę. -błagałam



-Zaraz będę. Gdzie jesteś?



-Na lotnisku. -po tych słowach się rozłączył.



                 Nie czekałam długo, bo już po 15 minutach, jego czarne lamborgin galardo zaparkowało przed lotniskiem. Sam chłopak kilka sekund później był przy mnie.



-Chodź. Powiesz mi wszystko w samochodzie. -kiwnęłam głową i ruszyłam za brunetem. Kiedy wyjechaliśmy z parkingu zaczęłam wszystko mu opowiadać.



-Jakiś miesiąc temu matka mi powiedziała, że tak na prawdę nie jest tym za kogo ją od samego początku miałam. Jestem młodszą siostrą Niall'a Horan'a.



-Tego z One Direction? 



-Dokładnie. Jednakże "ojciec" -zrobiłam w powietrzu cudzysłów -o niczym nie wiedział. Dobrze wiedziałyśmy do czego on jest zdolny. Niestety mama wysłała mi dziś sms'a, że muszę jej pomóc, bo on ją zabije. Domyśliłam się, że wszystkiego się dowiedział. Muszę jej pomóc za wszelką cenę. -zakończyłam



-Pomogę ci, nie pozwolę ci iść tam samej. -jego ręce zacisnęły się na kierownicy



-Nie Max. Sama muszę sobie poradzić.



-A co jeśli coś ci się stanie?



-Max, pamiętasz? Przecież to ty mnie wszystkiego nauczyłeś, może i faszerowałeś mnie prochami, ale są też plusy. Dzięki tobie potrafię się sama obronić.



-Wiem, że źle robiłem, wyrządzając ci krzywdę, ale się zmieniłem.



-Wiesz, że już nigdy ci nie zaufam, prawda?



-Wiem, ale to prawda. Te ostatnie sms'y do ciebie, po prostu nadal jestem o ciebie zazdrosny, to tyle. Nie chcę, żeby całował cię ktoś inny oprócz mnie. -jego poważną twarz wykrzywił grymas złości



-Myślałam, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nigdy nie będę już twoja. Zmarnowałeś swoją szansę. Pozwól zacząć mi żyć od nowa i ty sam powinieneś poszukać drugiej połówki. 



-Paula, kochanie, ja nie potrafię. Próbowałem, ale nie potrafię się odkochać.



-Nic nie dzieje się przypadkiem. Los chciał nas rozdzielić prawdopodobnie po to żebyśmy zaczęli żyć z kimś, kto jest nam przeznaczony. Dla nas nie ma przyszłości.



-Może i masz rację... -dalszą podróż minęliśmy w ciszy.



                       Kiedy stanęliśmy pod moim starym domem, zaczęłam się stresować.



-Na pewno sobie poradzisz? -spytał, patrząc mi w oczy z troską



-Na pewno. Nie martw się.



-Jakby co, to dzwoń. -kiwnęłam głową i wysiadłam. Po chwili Max pojechał, a ja zostałam sama. Nie wiedziałam czy mam zapukać czy wejść. Wybrałam to drugie.



-Mamo! Jestem! -krzyknęłam i weszłam do salonu, to co potem się wydarzyło, zbiło mnie z tropu. Poczułam silne uderzenie w szyję. Usłyszałam jeszcze tylko jak ojciec mówi, że jestem naiwna i odpłynęłam.



                Kiedy się obudziłam, znajdowałam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, prawdopodobnie w piwnicy. Na domiar złego, byłam związana. Powoli wszystko zaczęło do mnie docierać i składać w logiczną całość. To była pułapka, zwykły podstęp. Zwabił mnie tutaj i prawdopodobnie matka z nim współpracowała. Dałam się cholera nabrać! Kurwa! Kurwa! Kurwa! I co teraz? Usłyszałam szczęk przekręcanego zamka. Do pomieszczenia wszedł mój ojciec.



-Obudziłaś się księżniczko. -jego głos był tak obrzydliwie sarkastyczny, że miałam ochotę wymiotować



-Czego ode mnie chcesz sukinsynu?! -krzyknęłam



-Nie tym tonem smarkulo!! -uderzył mnie w policzek. Zabolało. Nie wiem czy dlatego, że dostałam mocno czy dlatego, że zrobiła to osoba z którą żyłam pod jednym dachem 18 lat, osoba która mnie w jakimś stopniu wychowała. Chyba to drugie.



-Co ci takiego zrobiłam? -powiedziałam słabo, tak też się czułam



-Co?! Jeszcze masz czelność się pytać, co mi zrobiłaś?! -to psychol, nic dodać nic ująć -O to, co mi zrobiłaś! Znalazłaś się w moim domu Bóg wie jak! Wychowywałem cię, a ty jeszcze nie mogłaś sprostować moim wymaganiom! Sprzeciwiałaś mi się! Nie miałem z ciebie pożytku! -krzyczał



-Jak to nie wykonywałam tego co mi mówiłeś?! Kto ślęczał ciągle nad książkami i zakuwał mimo, że równie dobrze mogłam wyjść gdzieś z przyjaciółmi?! Dawałam z siebie wszystko,a ty miałeś to w dupie!!! -krzyknęłam, jednak od razu tego pożałowałam. W jego oczach coś się zmieniło. To co w nich ujrzałam sprawiło, że zaczęłam się bać. Przeciął liny którymi byłam związana i rzucił mną o ścianę.



-Pora zapłacić za swoje czyny. -podszedł do mnie i zaczął mnie okładać. Bolało jak cholera. W tym momencie było mi już obojętne, czym mnie będzie bił, byleby już się to skończyło. Czułam jak bat albo łańcuch, nie umiem tego określić, przecina moją skórę. Nie miałam siły płakać, a może przy nim nie potrafiłam. Nie chciałam pokazać jak bardzo cierpię, pozostałam na to obojętna, co niestety go wkurzyło. -Boli? -spytał z kpiną, pokręciłam przecząco głową i to był mój błąd -To teraz zaboli. -rzucił mnie na ziemię i zaczął rozbierać. Wiedziałam co zamierza. W tym momencie błagałam o śmierć, byleby tego już nie poczuć. Jestem nikim....

*************************************************************

Szybko ostatnio dodaję rozdziały, ale mam duuużo weny. Nie wiem czy to dlatego, że One Direction wczoraj (czyli 31.10.2015) zagrali ostatni koncert przed przerwą czy co innego, ale wena mnie rozpiera. Korzystam zanim mi przejdzie :D

Czytasz--------->Komentujesz xD