wtorek, 12 stycznia 2016

ZAWIESZAM!!!




               Przepraszam...naprawdę :( Wiem, że niektórzy mogą być zawiedzeni, ale jest kilka powodów dla których to robię. Zaraz je wymienię i wyjaśnię cały problem, ale za nim to zrobię to podkreślam, że nie zawieszam NA ZAWSZE...Nie. To tylko na jakiś czas, niestety nie wiem ile ten "czas" potrwa. Może miesiąc, może dwa, a może nawet do wakacji. Nie wiem. Wiem natomiast, że tu wrócę prędzej czy później. A teraz wam powiem, dlaczego to robię?

          Chyba głównym powodem był brak motywacji. I tu chodzi (niestety) o bardzo małą liczbę komentarzy. Jeśli skomentują 2-3 osoby, to jest maks. Co prawda, wyrażą swoje opinie, ale przy tym ile osób odwiedza tego bloga, to naprawdę minimalna liczba. Dlatego też nie mogę stwierdzić, czy ktoś to czyta, czy się mu podoba i w ogóle. Nie wiem wtedy czy jest sens pisania, a pisząc kolejny rozdział uświadamiam to sobie i tracę wenę. I to jest kolejny problem. Wena, a raczej jej brak. Chyba mam kryzys i muszę go jakoś przejść. Niby od 18 stycznia mam ferie, ale muszę odpocząć. Zająć się sobą i nie myśleć o niczym. Dlatego właśnie przerywam pisanie. Niestety to nie jest koniec rozczarowań :( Otóż postanowiłam zrobić sobie "przerwę" w długo godzinnym siedzeniu przed laptopem. Więc wiąże się to też z tym, że nie będę czytać na bieżąco opowiadań. A właściwie się na razie odcinam od wszelkiego pisania i czytania blogów. Musicie mi wybaczyć, ale ja serio już nie wyrabiam. Natomiast prosiłabym o dalsze informowanie mnie o kolejnych rozdziałach. Może i nie będę ich czytać od razu, ani komentować, ale ja to nadrobię dlatego byłabym za to wdzięczna. Tylko, że przez jakiś czas mam zamiar w ogóle nie odwiedzać bloggera, więc informacje o nowych rozdziałach piszcie na mojego email'a (podany będzie na końcu).

                        Mam też prośbę do autorki justblvxx piszącej opowiadanie zatytułowane "New company", o podanie swojego email'u, gdyż mam do niej prywatną wiadomość.

                        To chyba na tyle. I jeszcze raz was przepraszam. Przepraszam, przeprasza, przepraszam :'( Postaram się wrócić jak najszybciej. Bo jakby nie patrzeć to będę tęsknić. Wybaczcie mi proszę :(

                    Wasza Infinity Styles <3 :(

Mój email -------> infinitystyles473@gmail.com

sobota, 2 stycznia 2016

One Direction #16



                   Dom Alex zapamiętałam dokładnie takim jakim był jeszcze kilka lat temu. Ta sama spokojna okolica, ten sam pięknie wypielęgnowany ogród i ta sama uśmiechnięta twarz pani Stoch. Cieszyłam się, że widzę ją ponownie. Ona jest dobrą kobietą, która pomoże każdemu w potrzebie. 
            Kiedy tylko limuzyna się zatrzymała, Alex wypadła i od razu wpadła w ramiona swojej matki, która miała łzy w oczach. Następnie przywitała się ze mną i poznała resztę. Im też nie oszczędziła uścisków. Dziwnie mi było ponownie rozmawiać w języku polskim, gdyż nie używałam go już od dawna. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do angielskiego, że nawet z Alex rozmawiałam w tym języku. Na całe szczęście siłą zmusiłyśmy chłopaków do nauczenia się polskiego, przez co nie mieli problemu dogadać się z mamą Alex. Kobieta bardzo się ucieszyła na myśl, że nie będzie potrzebowała tłumacza, bo sama nie znała języka angielskiego.
          W pewnym momencie z domu wybiegły dwa wielkie rottweilery. Wszyscy z wyjątkiem mnie i Alex (oraz jej matki), cofnęli się przestraszeni.


-Spokojnie, nic wam nie zrobią. -uspokoiłam ich jednocześnie podeszłam do rottweilera z czarną obrożą na szyi -Cześć Stalker. Tęskniłam. -powiedziałam do psa i się do niego przytuliłam



-Hej Aurora. Haha ciebie też miło widzieć. -zaśmiała się Alex, gdy pies, a właściwie suka w białej obroży polizała blondynkę. Reszta natomiast patrzyła na nas jakbyśmy były z kosmosu.



-Co? -spytałam



-Nie mówiłyście, że macie rottweilery. -powiedział Niall jednocześnie głośno przełykając ślinę



-Jakoś tak wyszło. -wzruszyłam ramionami i popatrzyłam na Stalkera -Znalazłyśmy je jakieś 7 lat temu. Były przywiązane do drzewa w lesie. To były szczeniaki. Nie miałyśmy serca ich tam zostawić, więc wzięłyśmy je do domu. Oczywiście mnie nie wolno było go zatrzymać, więc mieszkał u Alex. Potem wyjechałyśmy i dopiero teraz po 3 latach znowu go zobaczyłam. Stalker jest mój, a Aurora Alex. -zakończyłam. Zdziwiłam się jak Zayn powoli podszedł do mojego psa.



-Malik uważaj, bo jeśli chodzi o Stalkera, to jest nieprzewidywalny.



-Mam w swoim rodzinnym domu rottweilera. Wabi się Lucyfer i uwierz mi, że wiem do czego te psy są zdolne. Jednak nie należy się ich bać, bo jeśli pokażesz im, że ty nic im nie zrobisz, one odwdzięczą się tym samym. -zakończył z uśmiechem i położył swoją dłoń na głowie Stalkera. Zaczął się z nim bawić, co było bardzo śmiesznym, ale i słodkim widokiem. 



-Chodźcie dzieci, pokaże wam pokoje. -odezwała się mama Alex z szerokim uśmiechem



-Maaaamoo...-jęknęła blondynka -Nie jesteśmy już dziećmi.



-Ty zawsze będziesz dla mnie dzieckiem kochanie. -mrugnęła do swojej córki i skierowała się w stronę wejścia, a my poszliśmy w jej ślady.

            Przywitaliśmy się z panem Stochem i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Mieliśmy je w parach. Akurat tak wyszło, że dzieliliśmy je chłopak-dziewczyna. Jedynie Lottie miała osobny pokój. 
           Potem wszystkie pomogłyśmy pani Stoch w przygotowaniu Wigilii, a mężczyźni zasiedli w salonie przed telewizorem i o czymś żywo dyskutowali. Nawet tata Alex udzielał się chętnie, a jest to bardzo milczący mężczyzna.
           Kiedy już wszystko było gotowe zasiedliśmy do wigilii. Rozpoczęliśmy ją modlitwą i w miłej atmosferze połamaliśmy się opłatkiem, by w następnej kolejności zasiąść do stołu.
           Po kolacji przyszedł czas na wręczenie Louiemu prezentów o czy ten oczywiście nie wiedział. Wszyscy jak na komende podeszli do Tomlinsona z prezentami w rękach, Biedny chłopak miał tak zszokowaną minę, że nie byłam w stanie się nie roześmiać, co zrobiła również reszta. Nie będę mówiła co kto mu kupił, bo bym was zanudziła, ale powiem co dostał ode mnie i Harry'ego. Otóż my podarowaliśmy mu koszulkę z napisem "Najsłodszy przyjaciel na świecie", do tego poradnik pt. "Jak zrobić dobrze swojej dziewczynie" (kiedy to zobaczył był bardzo podobny do pomidora) i nasze wspólne zdjęcie zrobione nie dawno. Chłopak był bardzo zadowolony z prezentów o czym świadczyły łzy w jego oczach. 
         Po wszystkim rozeszliśmy się do pokoi. Nie zdążyłam jeszcze dobrze zamknąć drzwi, kiedy Harry przycisnął mnie do ściany i zaczął zachłannie całować. Ledwo nadążałam z oddawaniem pocałunków. Loczek złapał mnie za pośladki i podniósł tak żebym mogła opleść go nogami w pasie. Kiedy zabrakło nam powietrza oderwał się ode mnie i wyszeptał zachrypniętym głosem.

-Tak bardzo cię pragnę, że to aż boli... Błagam... pozwól mi...- przerwałam mu pocałunkiem

-Harry... już od dawna masz pozwolenie... -również wyszeptałam

-Obiecuję, że cię nie skrzywdzę... obiecuję.. -westchnęłam kiedy zjechał pocałunkami na moją szyję. Odchyliłam głowę do tyłu dając mu jeszcze więcej pola do popisu. Styles złapał mnie mocniej za tyłek i przeniósł na łóżko, gdzie delikatnie mnie na nim położył. Od razy zdjął z siebie koszulę, to samo robiąc z moją bluzką. Ustami wyznaczał sobie ścieżkę na moim dekolcie i piersiach schowanych pod koronkowym, białym stanikiem, aż do brzucha i linii spodni. Ściągnął je ze mnie przez co zostałam w samej bieliźnie i ustami wrócił do moich. Całował mnie jednocześnie mocno i czule. Dłońmi zjechałam do jego spodni i je rozpięłam. Lokaty je ściągnął i ponownie wrócił do mnie, ale ja szybko przewróciłam go na plecy i zaczęłam całować jego szyję, klatkę piersiową ustami zjeżdżając do jego bokserek. W tym momencie ponownie przewrócił nas tak, że to on był górą. Zassał się na mojej szyi, robiąc tam pewnie wielką malinkę i rozpiął mi stanik od razu łapiąc za moje piersi. Ustami zaczął pieścić jedną z nich, a drugą pieścił ręką. W pewnym momencie popatrzył się w moje oczy z niemym pytaniem w oczach. Ja tylko kiwnęłam lekko głową i poczułam ja jedna z jego dłoni ściąga mi majtki, by następnie zacząć mnie pieścić. Na ten dotyk jęknęłam i wygięłam się w łuk. Skubany dobrze wiedział co robi. Ponownie wrócił ustami do moich ust, a chwilę później poczułam jak wkłada we mnie jeden palec. Oderwałam się od jego ust jednocześnie głośno wzdychając.

-Jesteś taka piękna... -wyszeptał prosto do mojego ucha -I cała moja..

-Twoja... -wyjęczałam czując jak dołącza drugi palec -Proszę... Ja już dłużej... -przerwał mi pocałunkiem i wyją ze mnie palce, przez co jęknęłam niezadowolona. On tylko cicho się zaśmiał i sięgnął do kieszeni swoich spodni wyciągając małe, srebrne opakowanie. Rozerwał je zębami i nałożył na swojego, muszę przyznać, dużego przyjaciela. Ustawił się między moimi nogami i jeszcze raz popatrzył w moje oczy.

-Na pewno tego chcesz? -spytał z troską w głosie

-Jak niczego innego kochanie. -pogładziłam jego policzek i pocałowałam, a on w tym momencie jednym, szybkim ruchem we mnie wszedł. Zacisnęłam dłonie na prześcieradle, wyginając się w łuk i powstrzymując się od krzyku. Nie byłam dziewicą, ale i tak lekko bolało. 

-W porządku? -spytał nieruchomiejąc i głaszcząc mnie po policzku. Kiwnęłam tylko głową, by następnie mocno przylgnąć do niego ciałem, dając mu tym znak, że może się poruszać. Tak też zrobił. Jego powolne ruchy zamieniały się w coraz szybsze, a jego oddech przy moim uchu zdecydowanie przyspieszył. 

-Boże... Harry... -wyjęczałam będąc blisko

-Tak kochanie... dojdź dla mnie.. -po tych słowach wykrzyknęłam jego imię, dochodząc. On jeszcze wykonał kilka pchnięć i róznież z jękiem opadł obok mnie. Złożył na moich ustach czuły pocałunek i wyszedł ze mnie. Ściągnął prezerwatywę i po zawiązaniu wyrzucił do kosza. Następnie położył się obok mnie i przykrył nas kołdrą.

-Kocham cię. -wyszeptałam

-Ja ciebie też, skarbie. -po tych słowach przytulił mnie do siebie i zaczął cicho śpiewać mi do ucha. Sprawiło to, że zasnęłam z miłym ciepłem w sercu.

**************************************************************

   Boże mam wrażenie, że to totalna klapa. Pierwszy raz pisałam scenkę erotyczną i przepraszam jeżeli mi nie wyszła :/  Ugh...Ale no nic :) Zostawcie po sobie swoją opinię w postaci komentarza, bo to jest bardzo motywujące, a coś ostatnio co raz mniej osób to komentuje :( 
  Resztę nie będę was zanudzać. Mam nadzieję, że dobrze zaczęliście Nowy Rok :D 
  Pozdrawiam^^

wtorek, 29 grudnia 2015

One Direction #15



           Nadszedł grudzień, a właściwie 24 grudnia. Całą paczką dostaliśmy zaproszenie na święta do Polski od mamy Alex. Chciała zobaczyć swoją córkę przy okazji poznać bliżej jej znajomych (nie licząc oczywiście mnie). Przyjęliśmy zaproszenie z wielką chęcią, a co najdziwniejsze, ja również. Wydawać by się mogło, że po tym co przeszłam nie chcę tam wracać, ale to już przeszłość i chcę o niej zapomnieć. Harry skutecznie mi to umożliwia. Przy nim zapominam o wszystkim. Ale wracając, o godzinie 7:30 rano mieliśmy samolot do Polski, co wiązało się z tym, że o 5 musieliśmy wstać, a na lotnisku byliśmy już o 6:30. Czyli godzinę przed czasem. O wyznaczonej godzinie wsiedliśmy do maszyny czekając jedynie na odlot. Jednego byłam pewna...Alex będzie panikować, a właściwie, już to robi.


-Alex nie denerwuj się tak. To tylko samolot. -powiedziałam do przyjaciółki rozbawiona. Siedziała za mną, co ułatwiało wszystko.



-Łatwo ci mówić, że to tylko samolot. W każdej chwili możemy się rozbić, albo coś innego. Ja jeszcze nie chcę umierać. -panikowała



-Oj nie przesadzaj. Przecież nic złego się nie stanie, a to, że masz lęk wysokości to na to już nic nie poradzę. Z tego co mi wiadomo to Niall nic nie wspominał, że chce cię wyrzucić przez okno. -zaśmiałam się



-Bardzo śmieszne. -burknęła obrażona



-Fochaj się fochaj. I tak ci to w niczym nie pomoże. -na te słowa Alex pokazała mi środkowy palec, a ja zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać. W tym momencie przyszli Harry z Niall'em którzy byli jeszcze w toalecie.



-Z czego się tak cieszysz siostra? -spytał Niall patrząc to na mnie to na Alex -I o co ona jest fochnięta?



-Hahaha...a no bo...haha o kurwa Ni!! Hahaha ja..haaha no bo po...hahaha powiedziałam jej, że...hahahaha, że ty...ją hahaha no...haha okno... i ty...haha - nie mogłam się przestać śmiać



-Paula!! Skończ się śmiać i powiedz nam z czego tak ryjesz?! -Niall był rozbawiony, a jeszcze nie wiedział o co chodzi. Pewnie samo patrzenie sprawiło, że obaj mieli zamiar wybuchnąć śmiechem.



-Hahaha!!! No bo Alex ma lęk wysokości i zaczęła panikować, że możemy się rozbić czy coś haha no i ja wtedy powiedziałam żeby nie przesadzała i, że z tego co mi wiadomo to nic nie wspominałeś, że chcesz ja wyrzucić przez okno i ona pokazała mi środkowy palec i się fochnęła!! hahaha -w tym momencie już nie wytrzymałam i znowu zaczęłam się śmiać łapiąc się przy tym za brzuch. W moje ślady poszli chłopcy.



-Oj kochanie, jeszcze nic takiego nie planowałem. -powiedział rozbawiony Niall przy tym jeszcze bardziej ją wkurzając, a mnie i Hazzę doprowadzając do jeszcze większego śmiechu.



-Niall!! -warknęła, ale i ona powoli zaczynała się łamać. Widziałam jak z ledwością powstrzymuje śmiech. Wtedy z głośników rozbrzmiał głos jednej stewardessy, która poinformowała nas, że mamy zapiąć pasy, bo startujemy. No to jedziemy z tym koksem!!


                                                      *

           Po jakichś trzech godzinach w końcu wylądowaliśmy na polskiej ziemi. Już na samym początku przypuszczałam, że wszystkie wspomnienia wrócą do mnie ze zdwojoną siłą, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Sama byłam zdziwiona lecz nie narzekałam. 
            Wysiedliśmy z samolotu i poszliśmy odebrać bagaże. Ja, postanowiłam poinformować resztę, że nasz plan pora rozpocząć.

-Wścieknie się. -oznajmił oczywiste rozbawiony Zayn

-No to co! Dziś jego urodziny, więc trzeba go nastraszyć, żeby późniejsza niespodzianka jeszcze bardziej mu się spodobała. -powiedziałam z uśmiechem

-Dobra. No to do roboty. -przytaknęliśmy Perrie. Harry, Niall i Liam poszli odwrócić uwagę Lou. Dziewczyny poszły niby to po "ochronę", której miały wyjaśnić całą sytuację, a ja z Zayn'em poszliśmy zabrać bagaż Lou.
           Kiedy wraz z Zayn'em zabraliśmy jego walizkę, wyciągnęliśmy z niej wszystkie ubrania, gadżety i tego typu rzeczy, a zastąpiliśmy je bronią, którą miałam w swojej walizce. Przewoziłam ją dla Max'a, oczywiście legalnie i za pozwoleniem. Zabraliśmy obie walizki i podeszliśmy do Lou.

-Masz. Odebraliśmy twój bagaż, bo zapomniałeś. -poinformowałam go

-Um.. ok dzięki. -powiedział z lekkim uśmiechem

-No to co, idziemy? -spytał Zayn, na co pokiwaliśmy zgodnie głowami. Wymieniliśmy z brunetem spojrzenia i dyskretnie wysłałam dziewczynom sms'a, że teraz ich kolej. One od razu do nas dołączyły.

-Gdzie byłyście? -spytał Tommo

-W łazience. -odpowiedziały razem. Kiedy mieliśmy przechodzić przez drzwi, na naszej drodze stanęli ochroniarze.

-Pan Louis Tomlinson? -spytał jeden z nich. Był łysy i wysoki do tego muskularny, przez co wyglądał lekko przerażająco

-T..tak. A..ale o co chodzi? -Lou był zdziwiony i wystraszony

-Proszę pana i pana znajomych za nami. -powiedział drugi wyglądający podobnie jak pierwszy z tym, że miał ciemne włosy ostrzyżone na krótko. Popatrzyliśmy się na siebie niby to zdziwieni i poszliśmy za mężczyznami. Kiedy weszliśmy do jednego z pomieszczeń ochrony, łysy zaczął mówić.

-Dostaliśmy informację, że pan, panie Tomlinson przewozi nielegalnie broń palną. -w tym momencie mina Lou była bezcenna

-Co?! A..ale jak to? Przecież to niemożliwe! -zaczął wymachiwać rękami, a ja ledwo powstrzymywałam się od śmiechu

-Proszę pokazać swój bagaż. -poprosił ten drugi, na co Lou kiwną głową. Ochroniarz otworzył walizkę, a naszym oczom ukazała się zawartość bagażu w postaci broni palnej.

-Co?! Skąd to...ale to nie moje! -Tomlinson próbował się bronić

-W takiej oto sytuacji, jesteśmy zmuszeni pana zatrzymać. -ochroniarz o imieniu Paweł, co przeczytałam na plakietce, wyją kajdanki i zakuł w nie przerażonego Louis'a. My wszyscy siedzieliśmy cicho, udając, że nie wiemy o co chodzi. Kiedy ochroniarze otworzyli drzwi, by wyprowadzić bruneta, naszym oczom ukazała się Lottie Tomlinson z tortem w ręce z liczbą 25. Wszyscy jak na komendę wykrzyknęli "Wszystkiego Najlepszego!!!" , ochroniarz uwolnił zdezorientowanego Louis'a i zaczął się śmiać z jego miny.

-Co to kurwa ma znaczyć! -był zły, ja postanowiłam troszkę go ostudzić

-Lou, Lou, Lou... To taki nasz prezent urodzinowy w postaci żartu i Lottie. -pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się -Musieliśmy cię troszkę nastraszyć, żebyś był jeszcze bardziej zaskoczony, a gdybyś mnie słuchał przed wylotem, to wiedziałbyś, że przewożę broń dla Max'a. -jego mina złagodniała i się uśmiechną

-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo byłem bliski zawału. -oznajmił -Boże Lottie i skąd ty się tutaj wzięłaś? Przecież nie widzieliśmy się dobrych parę miesięcy!

-To wszystko ich zasługa. Gdyby nie oni, pewnie by mnie tu nie było. No i ten pomysł był mój. -powiedziała lekko zarumieniona -Wszystkiego najlepszego braciszku? -uśmiechnęła się niezręcznie, a Lou zaśmiał się i mocną ją do siebie przytulił

-Możecie być pewni, że się wam za to odwdzięczę. -powiedział rozbawiony, ale wiedzieliśmy, że lepiej wziąć jego słowa na poważnie. 
            Potem podziękowaliśmy ochroniarzom i pożegnaliśmy się z nimi, by w następnej kolejności jechać wynajęta limuzyną do domu Alex. Czułam, że ten dzień zmieni wszystko w moim życiu, no i o ironio, wcale sie nie pomyliłam...

**********************************************************

           Postanowiłam, że dodam jeszcze jeden rozdział w starym roku. Wiem, że jest bardzo krótki ale musiałam go zakończyć na tym etapie. Po za tym mam nadzieję, że rozdział się podobał, bo jeśli chodzi o mnie, to nie jestem co do niego przekonana. Ale nie będę zanudzać. Czekajcie na #16 !! Pojawi się już w 2016 !!!

wtorek, 22 grudnia 2015

One Direction #14



                Miałam nadzieję, że dobrze zrobiłam dając mu drugą szansę. Boję się tylko, że mogę się zawieść...



            Następnego dnia obudziłam się coś koło południa. Jezuu... ja naprawdę potrzebowałam odpoczynku. Nie chciało mi się jeszcze wstawać, ale głośne burczenie w żołądku sprawiło, że byłam do tego zmuszona. Głośne westchnienie wydobyło się z moich usta, a następnie ruszyłam te swoje szanowne cztery litery i poczłapałam do łazienki. Tam wykonałam wszystkie poranne czynności. Następnie ubrałam się w spodnie z wysokim stanem i zważając na to, że pogoda była na prawdę słoneczna, ubrałam do tego szary crop-top bez rękawów i z golfikiem. Do tego dobrałam jeszcze białe vansy. Tak ubrana zeszłam na dół, gdzie przywitali mnie wszyscy domownicy.



-Dzień dobry. Wyspana? -zapytał z uśmiechem Niall



-Mhmm... nawet bardzo. -odwzajemniłam gest i wtedy sobie coś przypomniałam. Klepnęłam się otwartą dłonią w czoła.



-Kurwa..- mruknęłam



-Co? -spytali wszyscy na raz



-Zapomniałam zadzwonić do Arona, że dziś mnie nie będzie w pracy.



-Spokojnie. Właśnie byłem u niego i mu o tym powiedziałem. -z za moich pleców dobiegł mnie głos Styles'a. Dopiero teraz spostrzegłam, że wcześniej go nie było. No i byłam mu wdzięczna, że o tym pomyślał.



-Dzięki. -uśmiechnęłam się do niego nieśmiało -Mówił coś na ten temat?



-Nie. Tylko tyle, że na reszcie sobie odpoczniesz. No i, że powoli mieli cię już dosyć. -myślałam, że mówi serio, ale kiedy dostrzegłam przebiegły uśmieszek na jego ustach klepnęłam go w ramię -Ałć!! A to za co?! -zaczął udawać, że go to strasznie boli



-A za strojenie sobie ze mnie żartów! -zaśmiałam się, a reszta w tym Styles do mnie dołączyli. Brakowało mi tych luźnych chwil kiedy mogłam z nimi pożartować. 



-Ej co wy na to żeby iść np. do kina?? -wpadł na pomysł Zayn. Oczywiście bez wahania wszyscy się zgodziliśmy. No więc: ja, Alex. Niall, Liam, jego dziewczyna Danielle, Louis, wraz z Eleonor, Zayn, razem z Perrie i Harry w sumie dziesiątką poszliśmy do tego kina. Pewnie zapytacie gdzie jest Taylor. Po wyjaśnieniu sobie wszystkiego postanowiła wrócić do Stanów. My obie rozeszłyśmy się w zgodzie i chyba to jest najważniejsze. Po za tym chyba nic się nie zmieniło.



             Przed kinem zdecydowaliśmy się, że idziemy na horror. Znaczy, dziewczyny w tym ja chciały iść na jakiś film akcji, ale te downy tak się uparły, że musiałyśmy się poświęcić. Ostatecznie kupiliśmy bilety na The Ring. W momencie kiedy zgasły światła, a na ekranie zaczęły lecieć reklamy, pożałowałam, że w ogóle zgodziłam się iść do kina.


           Z kina wyszłyśmy ledwo żywe...dosłownie. Ten...ten... no tego się filmem nazwać nie da!! To COŚ był paskudne!!! Nigdy, powtarzam NIGDY więcej nie idę do kina na ŻADEN pieprzony horror!!
            Stojąc tak pod kinem zastanawialiśmy się, gdzie idziemy zjeść? No ale jak to w życiu bywa, musiały się przypałętać jakieś trzy wytapetowane pizdy wprost z pod latarni. Jako że widziały jak Zayn i Perre oraz Liam z Danielle się całują, odpuściły ich sobie i dosłownie przylepiły się do Niall'a, Louis'a i Hazzy. Alex i Eleonor były wściekłe, a ja pewnie nie wyglądałam lepiej. Chcąc, nie chcąc byłam o niego zazdrosna jak cholera!! Popatrzyłyśmy się znacząco na siebie. Już wiedziałam co zrobimy. Zaczęła Eleonor.

-Lou, kochanie? -zaczęła słodkim głosikiem -Odsuń się proszę...

-Tak Niall. Ty też to lepiej zrób. -równie słodko kontynuowała Alex. Teraz moja kolej. Podeszłam do Hazzy i wspięłam się na palce i pocałowałam go w policzek.

-Dobrze zrobisz jak pójdziesz w ich ślady SKARBIE. -podkreśliłam z takim fałszywie słodkim uśmieszkiem skierowanym do tych suk, że aż sama się wzdrygnęłam. Na szczęście tylko mentalnie. On jedynie pokiwał głową i się posłusznie cofną. Za to my z przesłodzonymi uśmieszkami podeszłyśmy do dziwkarskiej trójcy.

-Radzę wam się zmyć z tond zanim będzie za późno. -odezwałam się momentalnie poważniejąc

-A jak nie? -no tak, lubiły sobie poigrywać. Ale nie zemną te numery.

-A jak nie... to będziesz błagać, abym bardzo nie poszkodowała twojej i tak już paskudnej gęby. Chodź wątpię, żeby mogła by być gorsza. - podeszłam do tej cholernej blondyny jeszcze bliżej

-Wybacz ale jednak nie skorzystam z twojej rady. -przepchnęły się między nami, a ja dałam tylko znak dziewczynom, żeby nic nie robiły. Patrzyłyśmy na to, co zaczynają robić. Zaczęły się podpierdalać do chłopaków. Miałam ochotę się śmiać, bo widok chłopaków próbujących się pozbyć z siebie tych suk, wyglądało komicznie. Jednak uśmiech zszedł mi z twarzy kiedy dostrzegłam jak ta blondyna całuje Harry'ego. Byłam wściekła. Bez zastanowienie podeszłam do tej pieprzniętej lafiryndy i złapałam za ramię, odwracając przodem do siebie. W momencie kiedy popatrzyłam w jej oczy, zamachnęłam się i przywaliłam jej z pięści w policzek. Zawyła z bólu. Ja jednak nie zaprzestałam. Kopnęłam ją w brzuch i jeszcze raz walnęłam w policzek. Alex i Eleonor poszły w moje ślady. Potem złapałam tą dziwkę za włosy i wykręciłam głowę tak, żeby ona klęczała ale patrzyła na mnie. Przez zaciśnięte zęby wysyczałam:

-Jeśli jeszcze raz zobaczę jak kleisz się do tego idioty, który dla twojej wiadomości jest MOIM idiotą, to przysięgam, że skończysz na OIOM'ie lub jak będziesz ładnie prosić, dwa metry pod ziemią, zachwycając się kwiatkami od spodu. -widziałam wściekłość w jej oczach

-A kim ty jesteś, że go tak bronisz?! -krzyknęła, a ja się zaśmiałam tak potwornie ironicznie i psychopatycznie, że sama się siebie zaczynałam bać

-Jego DZIEWCZYNĄ i jeśli nie jesteś aż tak głupia na jaką wyglądasz, to wpisz sobie w google słowo "Przeklęta", a wtedy się przekonasz kim jestem. Ale biorąc pod uwagę to, że jednak jesteś tak głupia, że nie wiesz nawet co to jest google, to ci powiem co znaczy to słowo. Znaczy ona: Paulina Horan. Szefowa wszystkich oddziałów policyjnych w całej Anglii, Irlandii, Walii i całej Europy. Do tego dodajmy szefową najsłynniejszej mafii na świecie, mistrzynię świata w kickboxingu, karate i Ong Bak. Dziewczyną Harry'ego Styles'a i jeśli bym tylko chciała, to zabiłabym ciebie i te twoje lafiryndowate przyjaciółeczki, które dobierały się do MOICH przyjaciół z palcem w dupie. A dla twojej cholernej wiadomości nic nikt by mi nie zrobił, a wiesz dlaczego? -pokiwała wystraszona głową -Bo nikt nie jest w stanie sprawić, że będę komuś posłuszna i od kogoś zależna. Nikt mi nigdy nie rozkazuje, bo wie jak to się może skończyć. Nawet jeśli chcieli by mnie zamknąć, to nawet by się nie odważyli podjąć się tego czynu. A teraz zabieraj dupę, swoje przydupasy i nie pokazuj mi się więcej na oczy! -warknęłam i puściłam laskę. Tak jak powiedziałam tak zrobiła. Po chwili już jej nie było. Mimo wszystko nadal byłam wściekła i z tej złości zaczęłam się trząść powoli zaciskając i otwierając dłonie. Właśnie w tym miejscu poczułam delikatne dłonie Harry'ego i jego podbródek na ramieniu.

-To ja jestem twoim chłopakiem, a nawet o tym nie wiem? -zapytał z wyraźnym rozbawieniem, ale i czymś jeszcze

-Na to wygląda. -powiedziałam obojętnie. Ale powoli zaczęłam się odprężać, gdyż jego dłonie błądziły po moich ramionach, a to mnie uspakajało. Odwróciłam się twarzą do niego i w tym samym momencie zauważyłam, że reszta się gdzieś zmyła. Nie interesowało mnie to akurat w tamtym momencie.

-A więc jeśli spytałbym się, czy chciałabyś zostać moją dziewczyną? Zgodziłabyś się? -zapytał niepewnie

-Prawdopodobnie tak. Przecież oboje wiemy, że ta nasza cała "przyjaźń" i tak by nam nigdy nie wyszła. -uśmiechnęłam się lekko, co on odwzajemnił

-A więc: Paulinko Horan (tak nauczył się zdrabniać moje imię w języku Polskim, co bardzo mu się spodobało i tak teraz mnie nazywa) czy dasz mi ten zaszczyt i uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi zostając moją dziewczyną? -wiedziałam, że o to zapyta, ale i tak jestem w ogromnym szoku. Moje serce chyba własnie próbuje wyskoczyć mi z piersi, a ja stoję jak ostatni kołek z uśmiechem na ustach i nic się nie odzywam. W końcu nie wytrzymuję i rzucam się na niego, namiętnie całując. On nie wahając się odwzajemnił pieszczotę i uśmiechnął się, co poczułam pod swoimi wargami.

-Czyli mogę uznać to za tak? -zapytał z uśmiechem, a ja z tak wielkim wyszczerzem na ustach, że aż mnie zaczynała szczęka boleć, pokiwałam głową i ponownie złączyłam nasze usta. Chwilę później rozległy się gromkie brawa. Oderwaliśmy się od siebie i ujrzeliśmy szczęśliwych przyjaciół (oczywiście dziewczyny ryczały) bijących nam brawo i jak np. Niall i Lou skaczących w miejscu jak małe dzieci. Zaśmialiśmy się z Hazzą na ten widok.

-No to dziś wieczorem impreza!! Trzeba to oblać!! -wykrzyknął Zayn. Wszyscy chętnie się zgodziliśmy. Ja pierwszy raz w życiu byłam tak szczęśliwa.

************************************************************************

Wiem, że rozdział krótki, denny i w ogóle, ale zważając na to, że idą święta, to nie miałam specjalnie czasu. Obecnie mam drugą w nocy i padam na twarz. Jako, że wiem iż w tym roku jest to ostatni rozdział, to chciałam wam złożyć życzenia :D A więc, życzę wam wesołych, spokojnych i radosnych świąt. Pijanego lub nie :P, Sylwestra. Szczęśliwego Nowego Roku, no i ogółem spełnienia waszych marzeń. :D

Robię sobie świąteczną przerwę :P
Wasza Infinity Styles ^^

piątek, 18 grudnia 2015

One Direction #13



       To co teraz czułam było nie do opisania słowami. Bolał mnie fakt, że jednak wrócił do Taylor. Może i sama mu to proponowałam, ale nadal boli mnie to tak samo. Kocham go...i zawsze będę, nie ważne czy będzie stał u mojego boku czy u boku Taylor i tak będę go kochać. Dla mnie liczy się to, żeby był szczęśliwy. Wiem...może wydawać się wam, że mówię głupoty, ale taka jest rzeczywistość. Czy nie na tym polega słowo "miłość"? Szczęście osoby którą darzymy tym uczuciem jest ważniejsze niż nasze. I tak właśnie jest teraz...jeśli on jest szczęśliwy to ja też. 


     Od całego wydarzenia minął miesiąc. Tak długi miesiąc może wydawać się niczym przy prawie 3 letniej rozłące. Już kiedy go poznałam, zakochałam się w nim. I właśnie było to jakieś 3 lata temu. Przez ten okres trzech lat, albo ja siedziałam uwięziona przez mojego "ojca", potem w szpitalu, a na koniec on wyjechał w trasę koncertową po całym świecie i jeszcze dodatkowo siedział w Londynie z chłopakami wymyślając nowe piosenki. Tak to wszystko wyglądało w wielkim skrócie. Więc taki miesiąc wydawał się niczym, ale tak niestety nie było. Moje ciało wręcz pragnęło jego dotyku, a serce chciało aby je posklejał. Jednakże wiedziałam, że to jest niemożliwe, on miał Taylor, a ja...no właśnie..ja zostałam sama. 



     Siedziałam właśnie w biurze przeglądając dokumenty dotyczące kolejnego zabójstwa. Była już 12 w nocy, a moja zmiana skończyła się jakieś 2 godziny temu,  ja jednak nadal siedziałam przy biurku i wypełniałam te pieprzone dokumenty. Nic ciekawego. Już od dłuższego czasu co raz częściej spędzałam w pracy nadgodziny. Powód był jeden- nie chciałam spotkać Harry'ego. Wiedziałam, że wracając późno do domu on będzie już spał i się nie spotkamy. To wszystko wyglądało tak: ja wracałam kiedy on już spał i wychodziłam wcześnie nim się jeszcze obudził. Jawnie go unikałam, ale nie chciałam ponownie zobaczyć jego twarzy, która wywoływała we mnie burzę uczuć.

   Przetarłam oczy i odchyliłam się na krześle. Byłam wykończona. Ostatnio spałam po maks 3-4 godziny dziennie. Potrzebowałam snu na który chodź bym chciała, nie mogłam sobie pozwolić. Nie tylko z powodu Styles'a, ale i moja praca na to nie pozwalała. Musiałam być w gotowości przez 24/7, bo nigdy nie wiadomo, co może się stać. Nie wspomnę już o jedzeniu, którego w moim życiu teraz prawie nie ma. Schudłam, było to widać od razu. Ale najbardziej odznaczały mi się żebra. Oczywiście nie miałam zamiaru żeby ktoś to zauważył, więc to dobrze ukrywałam, a całodobowe siedzenie w pracy tylko mi w tym pomagało. Przyznam, że przyzwyczaiłam się do minimalnego spożywania posiłków, po prostu nie miałam na to czasu. Jednak coraz częściej miewałam zawroty głowy i lekkie osłabienia. Zdawałam sobie sprawę z tego, że długo tak nie pociągnę, ale za nim mogłam, to nie zwracałam na to uwagi. Do tego dochodzą jeszcze moje uczucia co do Harry'ego i co mamy?.... Totalnie zjebane życie.
        W pewnym momencie doszło mnie pukanie do mojego gabinetu. Kto do cholery o północy przychodzi na komisariat?! A byłam pewna, że w budynku zostałam sama.


-Wejść. -odpowiedziałam, a drzwi się otworzyły. Jednak osoba, którą tam ujrzałam nie miała prawa tu być. -Czego tu szukasz Harry?



-Chciałem porozmawiać. -jego głos był przepełniony takim smutkiem i rozpaczą, że aż ścisnęło mnie za serce. Jednak pozostałam obojętna.



-Nie mamy o czym. -odwróciłam wzrok od bruneta i zaczęłam dalej wypełniać dokumenty, kompletnie go ignorując



-Ja tak nie uważam. -no tak, cały Styles. On nigdy nie odpuszczał. Nie wie kiedy odpuścić.



-A ja tak, więc z łaski swojej wyjdź z mojego gabinetu i daj mi pracować. -warknęłam ponownie na niego spoglądając



-O ile mi wiadomo, zmianę skończyłaś jakieś dwie godziny temu. -stanął naprzeciwko mnie i skrzyżował ręce na piersi. Cholera jak on w takiej pozycji wyglądał pociągająco...STOP! Nie było tego ostatniego zdania.



-O ile mi wiadomo, powinieneś być w tym momencie w domu i spać obok Taylor, a nie stać tu jak kołek czekający na zbawienie. -odbiłam pałeczkę -I bądź pewny, że takowe prędko nie nadejdzie.



-Ale jak widzisz, stoję tu przed tobą i czekam aż pozwolisz, że wszystko ci wyjaśnię. -westchnęłam i skinęłam głową



-Więc mów, bo nie mam dużo czasu.



-Masz go aż nadto. Powiem ci wszystko, ale nie tutaj. 



-Więc gdzie? -spytałam niepewnie stając



-Zobaczysz. -wyciągnął do mnie rękę, ale z wielkim bólem zignorowałam ją i ruszyłam do wyjścia. Harry poszedł za mną. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, zrównał ze mną kroku i zaczęliśmy iść w kierunku, który on wskazał. Po jakichś 10 minutach zatrzymał się i odwrócił twarzą do mnie.



-Co? -spytałam kiedy przez dłuższy czas się nie odzywał



-Zawiążę ci oczy, dobrze? -w co on gra??



-A jeśli się nie zgodzę? -spytałam retorycznie



-I tak to zrobię. -odpowiedział z cwaniackim uśmiechem. Wyciągnął z kieszeni jakąś chustkę i zawiązał mi nią oczy. Nic nie widziałam.



-Widzisz mnie?



-Nie. -miałam ochotę przewrócić oczami, ale z racji tego, że miałam je zamknięte, nie mogłam. Poczułam jak Loczek łapie mnie w talii i zaczyna dokądś prowadzić. W momencie kiedy jego dłonie dotknęły mojej skóry, nie ważnie, że przez materiał, po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze. Szliśmy już dosyć długo i zaczynałam się niecierpliwić. -Długo jeszcze będziesz mnie tak ciągnął? Jest po północy, a ja idę gdzieś, nie wiem gdzie z zawiązanymi oczami i największym dupkiem na świecie. Czy powiesz mi dokąd idziemy?



-Zaraz zobaczysz. I jak ty mnie nazwałaś? 



-Największym dupkiem na świecie. -nie skomentował tego. Jedyne co zrobił to westchnął i się zatrzymał.



-Zanim ci rozwiążę oczy, obiecaj mi, że wysłuchasz mnie do końca. Potem jeśli tylko będziesz chciała, puszczę cie wolno i więcej ci się na oczy nie pokażę. Obiecujesz? -jego głos był taki smutny i przygnębiony. Nie potrafiłam mu odmówić.



-Obiecuję. -poczułam jak chustka spada z moich oczu, a mnie pokazuje się widok zapierający dech w piersiach. Staliśmy nad jeziorem w którym odbijał się księżyc, a na molo stał stolik ze świecami. To wyglądało tak pięknie. -Czy ty...



-Tiaa... reszta mi trochę pomogła, ale zaraz ci wszystko wyjaśnię. Chodź siądziemy. -mimo tego, że byłam zła i zmęczona, to czułam się jak w bajce, jakby to był najpiękniejszy sen w moim życiu i wiem, że to nie przez późną porę czy pięknie wyglądający stolik na tle jeziora, ale to przez osobę którą kocham ponad wszystko. Przez Harry'ego. I wiem, że nie ważne co mi teraz powie, ja wybaczę mu wszystko. Mówią, że miłość jest ślepa i ja się z tym kłócić nie będę. Sama pewnie zaraz to potwierdzę.

            Kiedy usiedliśmy przy stoliku, podeszli do nas....Lou i Niall?! Przebrani za kelnerów...


-Proszę, o to wasz posiłek. Życzymy smacznego. -widziałam jak Niall'owi chce się śmiać, chociaż pewnie nie mniej niż mnie, ale ze względu na to, że Harry nie wyglądał jakby, to go bawiło, nie roześmiałam się. Widziałam w jego oczach niepewność i strach. Ale strach przed czym?



-Harry? Co jest? Wyglądasz jakbyś mi miał zaraz paść tutaj na zawał. -widziałam jak nabiera powietrza w płuca i podnosi na mnie wzrok



-Wtedy na moście... Kiedy... No jak tam stałaś... Nie potrafiłem sobie wybaczyć, że przeze mnie, ty... Ugh.. Wiesz o czym mówię... Bałem się... Tak bardzo bałem się, że kiedyś mogę cię stracić przez swoją głupotę... To ja zawsze chciałem cię chronić, a wyszło na to, że jeszcze cię zraniłem... Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Nie docierało do mnie nic... Ja nie mogłem cię zrozumieć, nie potrafiłem pojąć, dlaczego nie chciałaś mi powiedzieć? Dlaczego chciałaś mnie chronić? Ale teraz już rozumiem, rozumiem wszystko... I nie ważne czy będziesz tego chciała czy nie, ja i tak zawsze będę obok ciebie, strzegąc cię przed całym złem na tym świecie. Ja... ja nigdy nie wróciłem do Taylor. Chciałem po prostu, żebyś ty tak myślała. Prawdą jest, że dałem jej drugą szansę, ale już nie jako swojej dziewczynie, ale jako przyjaciółce. Zrobiłem to po to, żebyś nie przeszkodziła mi w tym co planowałem... -chwilowo przerwał, a ja nie mogłam uwierzyć w to co mówi


-O czym ty... 

-Pozbyłem się wszystkich twoich wrogów. Sama powiedziałaś, że to najbardziej cię trzymało przy tym, żeby się ze mną nie związać. Poprosiłem Max'a żeby pomógł mi wyłapać  wszystkich. Teraz aktualnie wszyscy siedzą w areszcie w Londynie i czekają na proces.

-Do czego zmierzasz? -zaczęłam się w tym gubić

-Chodzi mi o to, że... kocham cię jak nikogo innego na świecie i byłbym największym szczęściarzem gdybyś dała mi jednak szansę i została moją dziewczyną. Oczywiście zrozumiem, jeśli nie czujesz już do mnie tego co ja. Uszanuję to, tylko błagam nie odtrącaj mnie już więcej. -w tym momencie Harry wstał i ukląkł przede mną, łapiąc mnie za dłonie i całując je ze łzami w oczach. Na ten widok nie potrafiłam nie dać mu szansy.

-Harry, moje uczucia się do ciebie nigdy nie zmieniły. Nawet wtedy, na moście, kiedy spytałeś czy cię kocham. Kochałam, tylko wiedziałam, że to w tamtym momencie nie miało prawa bytu. Teraz też cię kocham, ale nie chcę skakać od razu na głęboką wodę. Zostańmy na razie przyjaciółmi. Nie mówię, że na tym się skończy, ale na chwilę obecną potrzebuję czasu. Muszę to wszystko przemyśleć. -widziałam jak na jego twarzy pojawia się uśmiech, a oczy zaczynają błyszczeć ze szczęścia. Ten widok utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak dobrze postąpiłam.

-Dziękuję, dziękuję, dziękuję!! -podniósł się i wziął mnie w ramiona mocno do siebie tuląc. Ten gest sprawił, że na moje policzki wstąpił rumieniec. -Chodź. Zjedzmy to zanim do końca wystygnie, bo inaczej Liam mnie zabije, że się namęczył, a nawet nie spróbowaliśmy. -zaśmiałam się i zaczęłam pałaszować spaghetti z mięsem. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam coś  równie dobrego.

-Muszę powiedzieć Liam'owi, że teraz to on mi będzie gotował, bo to jest przepyszne! -Harry wybuchł śmiechem, a ja mu zawtórowałam. Mam nadzieję, że teraz to wszystko pójdzie w lepszym kierunku.

-Mhm...Paula?

-Co?

-Weź sobie jutro wolne. Ciągle tylko pracujesz i pracujesz. Zamęczysz się. A po za tym, nie tylko ja się za tobą stęskniłem.

-Nie wiem czy mi się uda, ale spróbuję. -uśmiechnęłam się lekko do Loczka. Perspektywa jednego dnia wolnego bardzo mi się spodobała. Będę musiała tylko poinformować o tym Arona, żeby nie myślał dlaczego nie ma mnie w robocie. Chociaż i on mi już od dłuższego czasu bębni, że powinnam sobie zrobić wolne. -Rano zadzwonię do Arona.

-Arona?

-Kolega z pracy. Można powiedzieć, że to moja prawa ręka. Coś czuję, że nawet nie będę musiała go dużo prosić o to czy mogłabym sobie zrobić jeden dzień wolnego, bo sam mi już o tym bębni od jakiegoś czasu. 

-Jeden dzień bez ciebie przecież sobie poradzą. Nawet ty czasami potrzebujesz odpocząć. Nie jesteś maszyną.

-Może i nie maszyna, ale dobry pracownik.

-Nawet dobry pracownik kiedyś się męczy więc robisz sobie jutro wolne i wyciągamy cię gdzieś jutro. I bez żadnego wykręcania się. -pogroził mi palcem

-Tak tato. Zgodzę się na wszystko. -kurcze, nawet nie przypuszczałam, że będzie mi się z nim tak dobrze rozmawiało. Chyba tęskniłam za nim bardziej niż mi się wydawało. 

******************************************************************************************

Z racji tego , że jestem chora i mam więcej czasu na pisanie, rozdział dodaje dużo wcześniej niż planowałam i nie wykluczone, że jak tylko będę miała siłę i wenę, to do końca weekendu pojawi się jeszcze jeden rozdział. Ewentualnie dwa xD

Dziękuję wszystkim którzy to czytają i komentują. Miłe jest to i motywujące. Było by mi jeszcze bardziej miło gdyby każdy kto tu wchodzi i czyta, zostawił po sobie nawet anonimowy komentarz. To motywuje i sprawia, że ktoś docenia jednak moją pracę :)

Pozdrawiam wszystkich czytających
Infinity^^

niedziela, 13 grudnia 2015

One Direction #12


Paula POV: 


-Tu jesteś. -wyszeptałam. Znalazłam go na moście Tower Bridge. Stał oparty o barierkę i patrzył w wodę. -Wszyscy się o ciebie martwią. Wróć do domu. -nie zamierzał się chyba odzywać więc ciągnęłam dalej- Harry. Wiem czego się dowiedziałeś i wiem też o co jesteś zły, ale to nie jest powód do tego żebyś tak traktował Taylor. Może i jej nie lubię, ale nawet ona na takie coś nie zasłużyła. -podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu, którą od razu strącił. Westchnęłam tylko i oparła się o barierkę. 

      Po jakiejś godzinie takiego stania w milczeniu, Harry się do mnie odwrócił. Widziałam jak chce coś powiedzieć, ale rezygnuje.


-No wyrzuć to z siebie. -poprosiłam. Nabrał powietrza w płuca i kiedy już myślałam, że wybuchnie, on spuścił głowę i wyszeptał.



-Dlaczego? -wiedziałam o co pyta. Kiedy podniósł głowę z jego oczu płynęły łzy.



-Harry... Miałeś się nigdy nie dowiedzieć. Ja miałam cię chronić. -teraz to ja spuściłam głowę



-Chronić przed czym?! -podniósł głos



-Hazz...Nie zrozumiesz.



-Może jednak mi się uda. -złapał mnie za podbródek i uniósł mi głowę tak żebym patrzyła mu w oczy -Proszę, powiedz mi.



-Miałam cię chronić przed...sobą i całym złem na tym świecie. Nawet nie miałam prawa marzyć o tym, że kiedykolwiek my moglibyśmy... -odwróciłam się do niego plecami -Mam za dużo wrogów. Na każdym kroku może znaleźć się ktoś, kto będzie cię chciał skrzywdzić, a ja na to nie mogę pozwolić. Dlatego po prostu pogódź się z Taylor, a o mnie zapomnij. Tak będzie dla wszystkich najlepiej.



-Czy ty wiesz co mówisz? -w jego głosie wyraźnie słychać było żal i smutek



-Wiem Harry. Właśnie chodzi o to, że wiem co mówię. -podszedł do mnie od tyłu i mnie przytulił



-Powiedz mi. Tylko szczerze. Czy...czy ty nadal mnie...kochasz? -zamarłam. Z moich oczu chciały się wydostać łzy, ale siłą je powstrzymałam. Chciałam mu powiedzieć: "Tak Harry, kocham cię jak nikogo innego na tym świecie."  Ale z moich ust wypłynęło tylko:



-Nie. Już nie. -błagałam tylko aby mój głos się nie załamał. Styles odwrócił mnie w swoją stronę i dwiema dłońmi złapał za moje policzki. Jego oczy były tak zmatowiałe od łez i uczuć kotłujących się w jego sercu, że nie mogłam na to patrzeć, więc zamknęłam oczy.



-Nie wierzę ci. -usłyszałam -Jeśli to prawda, to popatrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz. -otworzyłam oczy, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa -No powiedz mi! Błagam...



-Ja...-nie potrafiłam. Nie potrafiłam powiedzieć mu tego prosto w oczy. -Wracajmy już do domu. Zimno jest. Zachorujesz. -dopiero teraz chyba spostrzegł, że drży z zimna, gdyż był w samej podkoszulce. Mnie też było zimno, ale wolałabym zamarznąć, niż patrzeć, jak z mojego powodu on cierpi. 



           Do domu wróciliśmy grubo po 4 nad ranem. Wszyscy nadal siedzieli w salonie w ciszy. Kiedy ujrzeli Harry'ego i mnie, z uśmiechami na ustach podnieśli się z kanapy, ale jak tylko spostrzegli zapłakaną twarz Styles'a i mój pusty wzrok, spochmurnieli. Nic się nie odzywając, ruszyłam do swojego pokoju. Za mną ruszył Harry. Pewnie też nie miał ochoty na rozmowę. Kiedy już miałam zamykać drzwi od swojego pokoju, usłyszałam jego głos.



-Nie ważne, co powiesz. Ja i tak wiem, że mnie kochasz tak bardzo jak ja kocham ciebie i nic mnie nie powstrzyma, nawet twoje słowa. Możesz mówić, co zechcesz, ale twoje dla innych puste oczy, dla mnie są zwierciadłem twoich uczuć. Będę walczył o ciebie nawet do utraty tchu i nie obchodzi mnie to czy ci się to będzie podobać czy nie. Za bardzo cię kocham, żebym miał z ciebie kolejny raz zrezygnować. -nic nie odpowiedziałam. Zatrzasnęłam drzwi i zamknęłam je na klucz. Następnie z rykiem (bo inaczej nie można nazwać tego co z siebie wydałam) rzuciłam się na łóżko. Płakałam do momentu, kiedy nie miałam już siły i zasnęłam.



           Następnego dnia obudziłam się coś koło południa. Od razu wszystko powróciło do mnie ze zdwojoną siłą. To co czułam było nie do opisania. Ten smutek, ta wiedza, że nie mogę mieć Harry'ego sprawiała, że moje serce rozpadało się na miliony kawałków. Czułam jak niewyobrażalny ból przeszywa moją klatkę piersiową. Tak jakby niewidzialny nóż przeszywał mnie na wylot. Chciałam się z tego uwolnić, ale nie mogłam. Leżałam na łóżka, tracąc oddech. Już nie płakałam. Wczoraj wszystkie łzy zostały wylane. Teraz została pustka i ból, ból który sprawiał, że nie mogłam swobodnie oddychać, a każdy wdech powodował, że czułam się jakby ktoś siłą próbował wyrwać mi serce wraz z duszą. Przed oczami pojawiła mi się uśmiechnięta twarz Hazzy, która z każdą minutą przybierała smutny wyraz, a z oczy zaczynają się sączyć łzy. Tak wyglądał wczoraj Harry i to sprawiało mi najwięcej bólu. Poradziłabym sobie ze wszystkim, z tym, że nie mogę go mieć, że nie możemy nigdy być razem, ale nie potrafię sobie poradzić z tym, że on cierpi przeze mnie. Niewidzialny sztylet który tkwił w moim sercu, poruszył się dodając mi cierpienia. Skuliłam się na łóżku i ostatkami sił starałam się nie krzyczeć.Nie chciałam, żeby słyszeli jak cierpię. Nie chciałam, żeby się o mnie martwili. Nie chciałam, żeby ON się mną przejmował. Sam pewnie cierpi, albo stara się zacząć żyć od nowa. Wiem, że kilka godzin, to mało, ale może jemu się udało? Może zrozumiał, że tu nie ma o co walczyć? Może zrozumiał....Kogo ja próbuję oszukać? Chyba tylko siebie. Czuję, jak ON cierpi razem ze mną. Czuję jego ból. Coś sprawiło, że słyszę jego rozpadające się serce. Słyszę jak jego zraniona dusza woła o pomoc. A...a może to moje serce i moja dusza? Sama już nie wiem. Pogubiłam się. Może tak naprawdę...

           Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Paula. Otwórz. Proszę. -głos Alex. Przez ten czas strasznie za nią tęskniłam, a teraz kiedy przyjechała ja nawet nie spędziłam z nią czasu. No z wyjątkiem wyjścia do klubu, który wiecie jak się skończył.

-Alex, ja potrzebuję chwili samotności. Zostaw mnie. -poprosiłam

-Wpuść mnie. Jestem twoją przyjaciółką. Przecież wiesz, że zawsze ci pomogę. -westchnęłam. Miała rację. Ledwo zwlekłam się z łóżka i podreptałam do drzwi żeby je otworzyć. 

-Wejdź. -kiedy zamknęły się za nią drzwi usłyszałam jak wstrzymuje oddech

-Boże...Co się wczoraj stało. Wyglądasz jakby cię walec przejechał.

-I tak się czuję. -usiadłam na łóżku, a Alex podeszła do okna i rozsunęła zasłony. Na dworze świeciło słońce, a wraz z otwarciem okna do pomieszczenia wleciało świeże powietrze. Ta pogoda tak bardzo gryzła się z tym jak się czułam, że wydawało mi się to absurdalnie śmieszne.

-Opowiedz mi od samego początku, co się stało. Nikt nic nie wie, a wszyscy się o was martwią. Ty siedzisz w pokoju i nie dajesz znaku życia, a Harry'ego już od rana nie ma. Nie wiem czy w ogóle spał. Zmył się, zanim ktokolwiek zareagował. Zostawił tylko kartkę, że wróci wieczorem albo rano i żeby się o niego nie martwić. -nie chciałam o NIM słyszeć. Za bardzo bolało.

-A co tu dużo mówić. Kiedy go znalazłam był smutny. Wytłumaczyłam mu wszystko. Ale sama wiesz, że nie mogę być z nim. Już i tak samo to, że jesteśmy...znajomymi, sprawia, że muszę się naprawdę sprężać żeby mu nic nikt nie zrobił. To samo tyczy się was wszystkich. A co dopiero jakby się dowiedzieli, że jesteśmy razem. Stałby się ich pierwszym celem. A na to pozwolić nie mogę.

-Wiem. Chyba jako jedyna z Niall'em wiem o tobie wszystko. Nie przyjął tego dobrze, prawda? -kiwnęłam głową na potwierdzenie

-Zraniłam go. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale tak będzie lepiej dla wszystkich.

-Eh...Dobra musimy cię doprowadzić do porządku. Idź się wykąpać, a ja ci tu ogarnę i przyszykuję ubranie. 

-OK. -poszłam za jej radą i już po chwili gorąca woda zmywała ze mnie wspomnienia z ostatniej nocy. Jednak wiedziałam, że to wszystko tylko na pokaz. Alex wie jak i co zrobić, żeby nikt się nie martwił. Ona jest nie zastąpiona. Rozumie mnie bez słów i mam wrażenie, że czasami czyta mi w myślach. 
          Gotowa zeszłam na dół. W salonie siedzieli wszyscy, a co bardzo mnie zaskoczyło, nawet Taylor.

-Jak się czujesz? -spytał Niall podchodząc do mnie

-Bywało gorzej. -widziałam, że mi nie wieży, ale odpuścił

-Jesteś głodna? -spytał Liam

-Nie, dzięki. Alex, chodź ze mną musimy pogadać. -blondynka kiwnęła głową i wyszła ze mną do ogrodu

-Co jest?

-Co Taylor tu jeszcze robi? -spytałam, ale powoli chyba domyślałam się dlaczego nie wyjechała

-Mówiła, że Harry z nią wczoraj rozmawiał i poprosił, żeby dała mu drugą szansę. -sztylet, który tkwił w moim sercu właśnie mnie zabił...

czwartek, 10 grudnia 2015

One Direction #11



Alex POV:


            Ja naprawdę się o nią martwię. Rozumiem, że kocha Harry'ego i nie może żyć ze świadomością, że ma Taylor, ale czy to jest powód do tego, żeby narażać swoje życie? Jak na domiar złego ta suka mnie wkurwia i jak się zaraz nie uspokoi, to jej tak odwinę, że pamiątka zostanie jej przez dłuuuuugi czas.



-Mówiła wam Alex, co zrobiła Paula jak was nie było? -zaczęła Taylor



-Stul pyska! I jeszcze jedno, skąd o tym wiesz do cholery?! -ryknęłam rozwścieczona



-Nie ważne skąd wiem, ważne co wiem. -uśmiechnęła się przebiegle



-Co zrobiła? -zaciekawił się Niall



-Otóż wasza kochana Paulina, nie jest taka święta na jaką wygląda. 



-Do rzeczy Taylor, do rzeczy. -ponaglał Harry



-Z zazdrości do ciebie, że to ty jesteś moim chłopakiem, a nie jej, próbowała... -nie wytrzymałam. Zamachnęłam się, a moja pięść wylądowała na jej przesłodzonej twarzy.



-Ostrzegałam!! Nie interesuj się nie swoimi sprawami!! Jakby chciała, to sama by powiedziała! Masz mi wyśpiewać skąd o tym wiesz!! -krzyczałam i nawet uspakajające słowa Niall'a nic nie pomagały



-Daj jej dokończyć Alex. -rozkazał Styles



-Nie masz prawa o tym wiedzieć, nikt nie ma. -spuściłam głowę, bo wiedziałam, że nic nie poradzę na to, co zaraz miało nastąpić. Zawiodłam ją. Obiecałam, że nic im nie powiem, że o niczym się nie dowiedzą. Znienawidzi mnie.



-Mów. -głos Hazzy nie był cieplejszy od lodu. Słysząc ten głos, Swift cofnęła się kilka kroków. Straciła na pewności. I zamilkła.



-Raptem straciłaś język w ustach?! No dalej! Dopiero co byłaś taka pewna siebie! A może pojęłaś, że mówiąc im prawdę, stracisz Hazzę?! -zaśmiałam się szyderczo ze łzami w oczach. Łzami smutku i pogardy.



-O czym ty mówisz Alex? -wtrącił się Liam, który od samego początku przypatrywał się w ciszy wszystkiegu



-O czym?! Niech wam ta suka powie, bo ja tego nie zrobię. Nie mam zamiaru żeby jednocześnie Paula i ona mnie znienawidziły. Jedna za wyjawienie prawdy, druga za utratę Hazzy. -w tym momencie Styles złapał mnie za ramiona.



-Alex. Musisz mi powiedzieć o co chodzi. -poprosił ze łzami w oczach. Moje pewnie wyglądały podobnie, tyle, że ja dałam upust łzom, a on z nimi walczył.



-Nie Harry. Nie mogę. -rozpłakałam się na dobre


-Ale ja mogę. -męski głos odezwał się za plecami Lou i Zayna

-A ty to?...-zapytał Louis

-Damon Salvatore. Przyjaciel Pauli. -jego lodowato błękitne oczy przyprawiały o ciarki

-Skąd mam wiedzieć, że jesteś jej przyjaciele, a nie jakimś alfonsem? -Liam zaczął racjonalnie myśleć

-Ponieważ zapomnij żebym kiedykolwiek z nią chodził, a co dopiero się przespał. Nie gustuje w takich. -uśmiechnął się ukazując proste białe zęby -Jestem gejem, to dlatego. -wyjaśnił widząc nasze niepojmujące miny.

-Co znaczyło twoje "Ale ja mogę"? -zapytałam

-Powiedziałaś, że ty nie możesz powiedzieć im prawdy, ale ja mogę to zrobić.

-A..ale jak? Przecież...-zabrakło mi słów

-Ja ją wtedy znalazłem. To ja uratowałem ją przed wykrwawieniem się.

-Czekajcie! Stop! Ja nic nie rozumiem. Czy ktoś ma mi to zamiar wytłumaczyć?! -Niall stracił cierpliwość. W końcu chodzi o jego młodszą siostrę.

-Może usiądźmy gdzieś, a ja wam wszystko powiem od samego początku. Co wy na to? -zaproponował. Nie wahając się, wszyscy przytaknęli. Szczerze wam powiem, że nie miałam ochoty słuchać tego po raz kolejny. Po za tym ciekawiło mnie skąd takie rzeczy wie Taylor.

          Kiedy usiedliśmy w jednej z kawiarenek, w której nawiasem mówiąc, nie było dużo ludzi, Damon zaczął opowiadać wszystko ze szczegółami.

-Nie wiem czy wiesz Harry, ale Paula od kąt pamiętam, kocha cię. Nie wiem czy kochała wcześniej czy nie, ale na chwilę obecną, zrobiła by wszystko żebyś był szczęśliwy i bezpieczny. Nie ważne czy z nią czy z kimś innym. Chociaż kiedy w internecie pojawiły się informacje, że ty i Taylor jesteście razem, załamała się. Może i nic mi nie powiedziała i próbowała mi udowodnić, że to ją nie rusza, to ja widziałem, jak bardzo cierpi.- Damon spuścił głowę i westchnął. On naprawdę martwił się o nią. -Udawała, że wszystko jest OK przez jakieś dwa tygodnie. Któregoś dnia napisała mi sms'a, że ona dłużej tak nie potrafi. Że za bardzo ją to boli. Już wtedy wiedziałem, że coś jest nie tak. W mgnieniu oka zabrałem kluczyki i pojechałem do jej domu. Akurat się tak złożyło, że jej rodzice wyjechali na kilka dni do Londynu, więc była sama. Kiedy znalazłem się pod jej domem, nie czekając wszedłem do środka. Nie mogłem jej nigdzie znaleźć. Wybiegłem na tyły domu, do ogrodu. Nie było jej. Dopiero po chwili spostrzegłem czerwoną plamę na środku basenu. Od razu domyśliłem się co zrobiła. Momentalnie wskoczyłem do basenu i ją z niego wyciągnąłem. Bałem się, że nie żyje. Wezwałem karetkę. Potem lekarze powiedzieli, że straciła bardzo dużo krwi poprzez podcięcie sobie żył. Kiedy się obudziła zaczęła na mnie krzyczeć dlaczego jej nie zostawiłem. Potem zaczęła mnie przepraszać, a na sam koniec rozpłakała się i przysięgła mi, że więcej tego nie zrobi. Potem wstąpiła do policji i zaczęła się katować na siłowni. -zakończył

-Alex ty wiedziałaś o wszystkim? -spytał zszokowany Zayn

-Wiedziałam. -z moich oczu ciągle sączyły się łzy

-Dlaczego nam nie powiedziałaś? -słyszałam żal w głosie Niall'a

-Obiecałam jej. Wiem, że nie powinnam tego przed wami ukrywać, ale nie mogłam jej zdradzić. 

-Wiem. I nikt cię o to nie obwinia. -Liam jako jedyny przytulił mnie do siebie. On był naprawdę prawdziwym przyjacielem. Popatrzyłam na Hazzę.

-Harry? Wszystko gra? -spytałam z troską. Siedział jak zaklęty wpatrując się w okno. W pewnym momencie wstał i popatrzył na Taylor.

-Wiedziałaś o wszystkim? -spytał spokojnie z pustym wzrokiem

-T..tak. -jej oczy zaszły łzami

-To dlaczego do cholery udajesz takie niewiniątko?! -ryknął -Gdybym wiedział, to dawno bym z tobą zerwał!

-C..co? Harry, ale jak to?! -ona również wstała

-To co słyszysz! Byłem z tobą tylko dlatego, że rok temu zauroczyłem się w tobie! Ale teraz nic dla mnie nie znaczysz! Nie potrafiłem z tobą zerwać! Okłamałaś mnie, nie mówiąc mi tego wszystkiego wcześniej! Zapomnij, że kiedykolwiek mnie znałaś!! -był wściekły. Nie na mnie, nie na Damona, ale na Taylor. Z resztą nie dziwię mu się. Wiedziała o wszystkim, ja też, ale samo to, że ona wiedząc o tym już dawno powinna z nim zerwać, to ona jeszcze szyderczo się z tego śmiała. -A teraz mi wyśpiewasz, skąd to wszystko wiesz?!

-Znalazłam wiadomości w telefonie Alex.

-Grzebałaś w moim telefonie?! -teraz to ja ryknęłam - Zejdź mi z oczu! Natychmiast! I lepiej mi się nie pokazuj nigdy więcej, bo źle skończysz!! -Taylor zaczęła płakać i wybiegła z kawiarni. Harry był tak wściekły, że zaczął się trząść.

-Harry uspokój się. -rozkazał Liam. Styles popatrzył tylko na niego z furią w oczach i wyszedł. Niall chciał za nim pobiec ale go powstrzymałam.

-Dajcie mu czas. To za dużo nawet jak dla niego. Chodźcie każdy z nas musi ochłonąć.- Liam jeszcze tylko przeprosił za zamieszanie i już nas nie było.

                  Do wieczora czekaliśmy, aż Hazza wróci, ale wybiła pierwsza w nocy, a jego dalej nie było. Kiedy otworzyły się frontowe drzwi, wszyscy wstaliśmy z kanapy, ale kiedy w drzwiach pojawiła się Paula, posmutnieliśmy.

-Co się stało? -spytała- Dlaczego nie śpicie? Damon co ty tu robisz? I gdzie Harry? -nikt się nie odezwał. Po jej minie widziałam, że zaczyna pojmować. -Damon powiedziałeś im. -oznajmiła. Jej mina nie wyrażała nic. -Dlaczego to zrobiłeś?! -krzyknęła

-Wolałabyś żeby zrobiła to Taylor?! -brunet również podniósł na nią głos

-Skąd ona o tym wszystkim wiedziała? -zapytała. Wyjaśniliśmy jej wszystko od samego początku. Kiedy skończyliśmy, Paula wstała i zabierając kluczyki i kurtkę, ruszyła w stronę wyjścia.

-Dokąd idziesz? -spytałam

-Szukać go. -wyjaśniła

-Nie możesz iść sama. Nawet nie wiesz gdzie może być.- oznajmił Liam

-O mnie się nie martw poradzę sobie. A Harry'ego znajdę. 

-Może ktoś powinien z tobą jechać? -zaproponował Damon

-Nie Damon. Muszę sama go znaleźć. Idźcie spać. Nie wrócę bez niego. -po tych słowach wyszła. My za to nie mieliśmy najmniejszego zamiaru spać. Chcieliśmy tylko aby wrócili do domu jak najszybciej i w jednym kawałku. Martwiliśmy się o Harry'ego, a teraz jeszcze martwimy się o Paule. W pewnym momencie do salonu weszła mama Pauliny i Niall'a.

-Dzieci. Ona go znajdzie. Nie martwcie się. Uwierzcie jej na słowo. Nigdy go nie łamie. Ona kocha go tak bardzo, że nawet oddała by za niego życie. Musicie odpocząć. Niall, twoja siostra jest niezwykła. Może trochę jest zachwiana psychicznie, ale jest silna i da sobie radę. -Pani Horan trochę podniosła nas na duchu -Taylor przygotuję ci pokój.Tobie też Damon. Nie powinieneś wracać do domu w takim stanie. -nie wspomniałam wcześniej, że Taylor wróciła z nami do domu, bo Niall nie chciał, żeby mimo wszystko się sama gdzieś szlajała? Nie? To mówię to teraz, ale na szczęście jutro z rana ma wyjechać. Podejrzewam, że zrobi to zanim Harry się obudzi ( o ile wróci), żeby go nie rozwścieczyć. Ale na chwilę obecną pozostało nam tylko czekać, na to co będzie dalej.